We wtorek wieczorem w TVP Info minister sprawiedliwości, prokurator generalny Waldemar Żurek powiedział, że śledztwo w sprawie Zondacrypto było prowadzone w zły sposób i miała miejsce "jakaś niemoc prowadzących to postępowanie", której on nie rozumie.

- Ja zintensyfikowałem to śledztwo, bo uważam, że toczyło się ono nie w taki sposób, w jaki sposób powinno. Jeśli ja się dowiaduję po kilku latach, że osoba, która może mieć największą wiedzę o tym, nie została jeszcze przesłuchana po tylu latach, to znaczy, że to śledztwo toczyło się źle - mówił Żurek.

Chodzi o śledztwo w sprawie afery giełdy kryptowalut Zondacrypto, w której poszkodowanych na co najmniej 350 mln zł może być 30 tysięcy osób. Obecnie prowadzi je Prokuratura Regionalna w Katowicach. O jego wszczęciu Waldemar Żurek poinformował 17 kwietnia – po dwóch tygodniach od ujawnienia przez media poważnych problemów Zondacrypto. Postępowanie  dotyczy "wprowadzenia w błąd wielu osób co do możliwości dokonania zakupu oraz przechowywania walut typu fiat oraz kryptowalut w ramach giełdy Zondacrypto i doprowadzenia w ten sposób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem"  Badane mają być także kwestie finansowania polityków przez Zondacrypto. Prokuratura apelowała, by pokrzywdzeni zgłaszali się do jej jednostek. Śledztwo powierzono do przeprowadzenia funkcjonariuszom Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości z Wrocławia. 

Czytaj więcej

Śledztwo ws. Zondacrypto. Kilkuset pokrzywdzonych, prokuratura apeluje

Jeden prokurator wyłączony, drugi na wakacjach, a policja czeka

Portal Money.pl twierdzi jednak, że w śledztwie prawie nic się nie dzieje. Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości (CBZC) przekazało wczoraj, że nie dostało jeszcze polecenia ewentualnego przeszukania i zabezpieczenia dowodów w biurach giełdy w Katowicach i Krakowie oraz przesłuchania jej pracowników. Policjanci mieli otrzymać informację, że mają czekać jeszcze do piątku.

Tymczasem przebywający w Monako prezes giełdy Przemysław Kral wczoraj pożegnał się z pracownikami i wezwał ich do zwrotu służbowych laptopów. Poprosił ich o nieingerowanie w sprzęt i jego zawartość. Wcześniej jednak dział HR przekazał niektórym pracownikom, że mogą zachować służbowe laptopy i telefony. „Wszyscy je wyresetowali do ustawień fabrycznych, a dziś już dostaliśmy informację, że będą one zbierane przez prokuratora. Tylko nie ma tam na nich żadnych danych już” - twierdzi jedna z menedżerek Zondy cytowana przez Money.pl.

Powodem bałaganu ma być fakt, że ze śledztwa ws. Zondacrypto wyłączony został prokurator, którego do niego wyznaczono. Chodzi o Sławomira Solę z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach delegowanego do Prokuratury Regionalnej w Katowicach. Przełożeni Soli nie rozmawiali z nim przed podjęciem decyzji o powierzeniu mu śledztwa i nie wiedzieli, że współpracował z firmą Zondacrypto oraz jej pracownikami podczas wielu śledztw, m.in. przy zabezpieczaniu środków pochodzących z przestępstw, które były lokowane w kryptowalutach. Musiałby więc prowadzić czynności prokuratorskie wobec osób, które poznał na drodze służbowej, co rodziłoby podejrzenia o konflikt interesów. Dlatego Sola  złożył wniosek o wyłączenie ze sprawy.  

Czytaj więcej

Piotr Szymaniak: Zbyt cenna batuta

Nowym referentem został prok. Leszek Sroka, który jednak jest na wakacjach i dopiero jutro (czwartek) zostanie z nich ściągnięty w awaryjnym trybie. Dopiero wtedy będzie mógł wydać polecenia policjantom z CBZC.

Prokuratorzy pytani przez Money.pl twierdzą, że w prokuraturze panuje zamęt po objęciu przez prokuratora Marka Wełnę funkcji naczelnika śląskiego wydziału ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej (PK). Wełna złożył wniosek o odwołanie prokuratora Marcina Rodzaja, który prowadził sprawę zaginięcia Sylwestra Suszka, twórcy giełdy BitBay, poprzedniczki Zondacrypto. Nie wiadomo dlaczego, bo wniosek Wełny miał nie zawierać uzasadnienia.