Ksiądz usłyszał wyrok pozbawienia wolności na rok, ale w zawieszeniu na trzy lata. Sąd orzekł też karę grzywny i obowiązek naprawienia szkody – zwrot przywłaszczonej kwoty. Wyrok jest nieprawomocny.
Przelał na swoje konto odszkodowanie dla parafii
Śledztwo Prokuratura Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu wykazało, że jesienią 2020 r. ksiądz Stanisław K. przelał na swoje konto odszkodowania, jakie wypłaciła Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad Oddział w Rzeszowie za wywłaszczenie należących do parafii Matki Bożej Królowej Polski w Domostawie nieruchomości pod budowę drogi ekspresowej S19. Na konto parafii, a potem proboszcza wpłynęło z tego tytułu ponad 448 tysięcy, ale kilka miesięcy później ksiądz uiścił 7-procentowy podatek do Diecezji Sandomierskiej, więc zarzut prokuratorski obejmował mniejszą kwotę.
Podobnych przelewów było więcej. PAP przypomina, że w czerwcu 2022 r. proboszcz przelał ze swojego konta przelał 2 mln zł na konto parafii, gdyż zamierzał kupić obligacje. Gdy okazało się, że to niemożliwe, w lipcu pieniądze wróciły na jego konto. Skan tego przelewu ujawniony został w mediach społecznościowych.
Jak relacjonuje podkarpackie "Echo Dnia", podczas trwającego od października 2023 r. procesu tarnobrzeski sąd wysłuchał m.in. zeznań księży, w tym ekonoma diecezjalnego z Kurii Diecezjalnej w Sandomierzu. Stanisław K. odpowiadał na pytania, ale wyłącznie swoich obrońców i sądu. Jako źródło dochodu wskazał emeryturę (ok. 2 tys. złotych miesięcznie) i pieniądze ze sprzedaży owoców z sadu (ok. 100 tys. złotych rocznie). Przyznał też, że na swoim koncie bankowym zgromadził kilka milionów złotych, głównie dzięki przelewom od stryja z Kanady. Składając wyjaśnienia kapłan często odbiegał od głównego wątku, opowiadał historie sprzed lat, zupełnie nie mające znaczenia w tej sprawie.
Czytaj więcej
Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało księdza jednej z warszawskich parafii w związku ze śledztwem, dotyczącym oszustw podatkowych oraz przywła...
Ksiądz twierdzi, że odebrał to, co pożyczył
Przed sądem Stanisław K. powiedział, że zarzuty pod jego adresem to pomówienie.
- Można powiedzieć, że zostałem oczerniony urzędowo przez biskupa, prokuraturę i kanclerza kurii, którzy zarzucili mi przestępstwo nie patrząc na dokumenty bankowe. (...) to oszczerstwo zabiło mnie cywilnie i społecznie, jako człowieka i księdza, tak jak wcześniej za czasów komuny poprzez podrzucenie zakazanej bibuły, materiału wybuchowego i rozrzucone oszczerstwa, doprowadzono do pojmania i zabójstwa mojego przyjaciela księdza Jerzego Popiełuszki - mówił oskarżony.
W ocenie byłego proboszcza, kwota 434 tys. zł wskazana w akcie oskarżenia to niewielka rekompensata za to, że przez wiele lat swoje prywatne pieniądze przekazywał na parafialne inwestycje - budowę i remonty kościołów, plebanii i kaplicy
- Gdyby tak policzyć to wszystko, przez te 40 lat przekazałem na parafię około dwóch milionów dzisiejszych złotych. Traktowałem to jako swego rodzaju pożyczkę - wyjaśniał. Nie przedstawił jednak żadnych dokumentów na potwierdzenie swoich słów.
Odwołanie od wyroku skazującego zapowiedział obrońca księdza. Także prokuratura, która wnioskowała o karę dwóch lat bezwzględnego więzienia dla Stanisława K., nie wykluczyła apelacji.