– Mordercy! – tak pani Dorota z Lublina nazwała kilka miesięcy temu personel szpitala powiatowego w Bychawie na Lubelszczyźnie. Była w szoku po śmierci babci. Starsza kobieta umarła po trzytygodniowym pobycie w placówce.
W dokumentach jako przyczynę zgonu podano niewydolność krążeniowo-oddechową i miażdżycę. Ale zdaniem rodziny lekarze i pielęgniarki nie opiekowali się nią należycie, a kobieta umarła z wychłodzenia i niedożywienia. I dlatego pani Dorota krzyczała po jej śmierci do pacjentów: „Ludzie, uciekajcie stąd, bo was zabiją!”.
Dyrektor placówki Piotr Wojtaś zareagował ostro. – Nie mogłem pozwolić na bezpodstawne obrażanie moich pracowników, dlatego zdecydowałem się na ochronę dóbr osobistych szpitala przed sądem – mówi „Rz”.
W sądzie szpital będzie się domagał od pani Doroty przeprosin i wpłaty 20 tys. zł na cel charytatywny. – Rozumiem ból rodziny, ale jest granica tolerancji zachowania spowodowanego tragedią. W tym przypadku została przekroczona, a ja nie mogłem przejść obojętnie obok oskarżeń o zabójstwo – tłumaczy dyrektor Wojtaś. Choć nie wyklucza, że do zaniedbań wobec pacjentki mogło dojść.
Z kolei pani Dorota przyznaje, że użyła zbyt mocnych słów: – Byłam w szoku, bo babcia była ważną osobą w moim życiu. Widząc, jak została potraktowana, nie potrafiłam nad sobą zapanować.
Wytoczenie jej przez szpital procesu nazywa kolejnym upokorzeniem. – Dyrektor wie, że nie stać mnie na koszty sądowe, adwokatów, a tym bardziej na takie odszkodowanie – mówi.
[i] Dyrektor Wojtaś: – Kara musi być dotkliwa, by przyniosła efekt.[/i]
Adam Sandauer ze Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere twierdzi, że lekceważenie najstarszych pacjentów w szpitalach jest zjawiskiem powszechnym. – Często, zamiast ich leczyć, oszczędza się na nich, bo i tak kiedyś muszą umrzeć – mówi.
Nie chce usprawiedliwiać zachowania pani Doroty, ale podkreśla, że kiedy powiedziała parę słów za dużo, była w stresie po śmierci bliskiej osoby. – Dlatego wikłanie w to wymiaru sprawiedliwości jest niepotrzebnym nakręcaniem konfliktu – uważa. I apeluje do dyrekcji szpitala o polubowne załatwienie sprawy.
Dyrektor Wojtaś: – Każda opcja jest możliwa, bo nie jestem żądny krwi. Zobaczymy, co sąd postanowi.
Proces rozpocznie się w przyszłym tygodniu. Na razie pani Dorota nie ma obrońcy. Sąd nie zgodził się na przyznanie jej pełnomocnika z urzędu. Kilku lubelskich adwokatów odmówiło prowadzenia jej sprawy.