Przewód sądowy rozpocznie się najprawdopodobniej 20 maja, a sześć dni wcześniej odbędzie się rozprawa przedprocesowa.
Taki terminarz jest bardzo nie na rękę partii republikańskiej i samego Donalda Trumpa, który złożył wniosek o odłożenie procesu na okres po zakończeniu prowadzonej kampanii wyborczej. Donald Trump jest bowiem kandydatem Partii Republikańskiej i według amerykańskich sondaży, na ten moment ma najwyższe poparcie wśród swoich współkandydatów.
Sędzia odrzuciła jednak wniosek prezydenta i wskazała przy tym, że tak długi termin jest spowodowany obszernym materiałem, który wymaga analizy, obejmuje on zarówno dokumenty jawne jak i niejawne.
Łącznie Trumpowi postawiono 37 zarzutów dotyczących przetrzymywania dokumentów o ścisłym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa, zawierających tajemnice państwowe. Były prezydent miał je przechowywać w jednej ze swojej posiadłości i utrudniał władzom ich odzyskanie. Prokuratura prowadząca postępowanie chciała by proces rozpoczął się w grudniu tego roku, wskazując przy tym, że "dowody nie są skomplikowane i nie ma potrzeby przedłużania postępowania".
Nie zgodził się z tym zespół prawniczy broniący polityka - "charakter sprawy jest niezwykły i wymaga więcej czasu na przygotowanie". Swoje wnioski argumentowali również opinią iż przed wyborami, proces byłego polityka nie będzie sprawiedliwy.
Najbliższe miesiące nie będą łatwe dla Donalda Trumpa:
- w październiku ma rozpocząć się jego proces przed sądem w Nowym Jorku: politykowi i jego synom zarzucono udział w oszustwie na wysokość około 250 mln dolarów. Mężczyźni mieli zawyżać wartość pół golfowych, hoteli i innych nieruchomości celem uzyskania pożyczek i zabezpieczeń.
- 15 stycznia 2024 r. czeka go pozew o zniesławienie felietonistki E. Jean Carrol, która oskarżyła go o gwałt w połowie lat 90.