Ministerstwo Nauki chce zwiększyć uprawnienia osób, które nie chcą się habilitować. Zgodnie z projektem nowego prawa o szkolnictwie wyższym będą mogły zajmować bezterminowo stanowisko adiunkta i profesora odpowiedzialnego za dydaktykę. Jarosław Gowin, wicepremier i minister nauki, chce też skrócić drogę do habilitacji zdobywcom prestiżowych grantów. Doktorzy mogliby też nabywać uprawnienia równoważne z habilitacją, jeśli podczas pracy w innym państwie co najmniej pięć lat kierowali samodzielnie zespołami badawczymi i mieli znaczące osiągnięcia naukowe. Takie zmiany nie podobają się jednak Prawu i Sprawiedliwości.
Prof. Włodzimierz Bernacki, zastępca przewodniczącego podkomisji do spraw nauki i szkolnictwa wyższego i poseł PiS, uważa ułatwienia dla powracających za niewłaściwe.
– O zatrudnieniu na stanowisku samodzielnego pracownika naukowego osoby z doktoratem decydowałby dyrektor instytutu – podkreśla prof. Bernacki.
Jego zdaniem habilitacja powinna zostać. Zwolennicy zmian argumentują, że to utrudnia zatrudnianie dobrych naukowców.
– W wielu państwach nie ma habilitacji, a nasze wymogi utrudniają powrót na polskie uczelnie – tłumaczy prof. Jarosław Górniak, przewodniczący Rady Narodowego Kongresu Nauki.
Prof. Aleksander Bobko, wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego, przekonuje zaś, że zniesienie obowiązkowej habilitacji ma poparcie środowiska akademickiego.
– Znosimy krytykowane okresy rotacyjne. Zostawiamy zamiast tego mechanizm kontroli, jakim są oceny okresowe. Chcemy przywrócić im powagę – tłumaczy wiceminister. W projekcie zrezygnowano bowiem z zawartego w obecnym prawie o szkolnictwie wyższym art. 120. Zgodnie z nim adiunkt, by nie stracić etatu, w ciągu ośmiu lat musi się habilitować.
Projekt Ustawy 2.0 zdaniem jego twórców jest kompromisowy.
– Wybrano pośrednie rozwiązanie. Obligatoryjna habilitacja doprowadziła nie do podwyższenia poziomu nauki, lecz do obniżenia poziomu habilitacji. Uprawnienia do habilitowania ma ponad 500 jednostek – zauważa prof. Górniak.
Zaproponowane rozwiązanie zyskało zwolenników, i to nie tylko wśród młodych naukowców, ale także wśród rektorów.
– Zmiany pozwolą każdemu naukowcowi znaleźć swoje miejsce. Liczyć się będzie jakość ich pracy i osiągnięcia. To, czy zdecydują się na habilitację, będzie miało drugorzędne znaczenie – mówi prof. Wiesław Banyś, honorowy przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich.
Teraz, choć średnia wieku, w jakim uzyskuje się stopień doktora habilitowanego, systematycznie się obniża (do 46,2 roku życia), to i tak polscy naukowcy późno osiągają samodzielność.
– Późny wiek uzyskiwania samodzielności naukowej ogranicza wykorzystanie potencjału ludzkiego. Najbardziej kreatywny okres życia zawodowego naukowca (25–40 lat) zbiega się z czasem podporządkowania hierarchicznego oraz słabej pozycji w strukturze uczelni – tłumaczy dr hab. Arkadiusz Radwan z Instytutu Allerhanda.
I dodaje, że długa droga do awansu demotywuje do wyboru kariery naukowej.
Jednocześnie wraz z habilitacją pracownik staje się trudno usuwalny z uczelni, nawet jeśli jego działalność naukowa jest znikoma i reprezentuje niski poziom. Dla niektórych taka sytuacja może być więc wygodna.
etap legislacyjny: uzgodnienia
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: k.wojcik@rp.pl