Pełnomocnicy rządu ds. współpracy z samorządem terytorialnym, do spraw małych i średnich przedsiębiorstw czy budowy mieszkań w zakresie Krajowego Zasobu Nieruchomości - rząd PiS produkuje pełnomocników w randze sekretarza stanu, większość z nich po to by obejść prawo pozwalające ministrowi tylko na jednego zastępcę.

Rząd Mateusza Morawieckiego ma aż 122 ministrów i wiceministrów (45 sekretarzy stanu i 55 podsekretarzy stanu) - to rekord wśród rządów III RP, z czego najwięcej, bo aż 17 pracuje w Kancelarii Premiera. Właśnie ogłoszono program odchudzania resortów.

Minister może mieć kilku podsekretarzy stanu ale tylko jednego sekretarza stanu, który zastępuje ministra - Ustawa o Radzie Ministrów (art. 37) mówi „Minister wykonuje swoje zadania przy pomocy sekretarza i podsekretarzy stanu, gabinetu politycznego ministra oraz dyrektora generalnego urzędu - intencją ustawodawcy było ograniczenie wyciąganie do rządu posłów przy zachowaniu mandatu. Wyjątek posiada minister obrony narodowej - art. 3 ustawy o urzędzie Ministra Obrony Narodowej dopuszcza sekretarzy stanu (liczba mnoga).

Dlaczego pompowanie sekretarzy stanu jest takie kuszące? Bo sekretarz stanu może zachować mandat parlamentarzysty i przysługuje mu dieta posła. Rząd PiS ma w tym duże doświadczenie i dużą liczbę sekretarzy stanu, którzy są jednocześnie posłami. Art. 103 ust. 1 Konstytucji RP wprowadza zakaz łączenia mandatu posła z funkcjami publicznymi np. prezesa NBP czy NIK i pracą w Kancelarii Premiera. Konstytucja wprowadziła jednak wyjątek - ”zakaz ten nie dotyczy członków Rady Ministrów i sekretarzy stanu w administracji rządowej”. Tak więc np. poseł Mariusz Błaszczak czy Piotr Gliński, minister kultury występują w Sejmie w podwójnej roli - dostają dzięki temu dietę parlamentarną do ministerialnej pensji (blisko 30 tys. zł rocznie).

Politycy u władzy wiedzą, że przepis mówiący o jednym sekretarzu stanu można obejść, kiedy drugiego sekretarza stanu powoła się jako pełnomocnika rządu w randze sekretarza stanu. I tak np. w styczniu tego roku pełnomocnikiem rządu do spraw współpracy z samorządem terytorialnym został Paweł Szefernaker - jednocześnie sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz czynny poseł PiS. Taki sam manewr zastosowano z Pawłem Majewskim - w rządzie premier Beaty Szydło był pełnomocnikiem ds. Światowych Dni Młodzieży, potem przeszedł do ministerstwa cyfryzacji. W rządzie Morawieckiego został pełnomocnikiem rządu do spraw przygotowania organów administracji państwowej do współpracy z Systemem Informacyjnym Schengen i Wizowym Systemem  Informacyjnym w randze sekretarza stanu (MSWiA ma ich aż czterech zamiast jednego).

W lutym tego roku pełnomocnikiem rządu ds. małych i średnich przedsiębiorstw została Andżelika Możdżanowska (również posłanka PiS) - sekretarz stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju. Podobnie było wcześniej w przypadku kolejnych „nadprogramowych”  sekretarzy - Sebastiana Chwałka (pełnomocnik ds. repatriacji w MSWiA) czy posła Jarosława Sellina - sekretarza stanu w ministerstwie kultury (pełnomocnik Rządu do spraw obchodów Stulecia Odzyskania Niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej). Minister infrastruktury ma aż trzech sekretarzy stanu bo dwóch z nich pełni funkcję pełnomocników: Mikołaj Wild jest bowiem pełnomocnikiem rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego dla RP a Tomasz Żuchowski - do spraw budowy mieszkań w zakresie Krajowego Zasobu Nieruchomości.
Pompowanie sekretarzy stanu „na pełnomocników” stosował także poprzedni rząd PO-PSL choć trzeba przyznać, że z mniejszym rozmachem. Minister finansów rządu PO Jacek Rostowski i  ówczesny minister gospodarki Janusz Piechociński (PSL) także zafundowali sobie drugiego sekretarza stanu - byli to posłowie, którzy dzięki temu nie musieli tracić mandatu.