Jej zdaniem, szczególnie plan obcięcia poborów samorządowcom dowodzi, że Prawo i Sprawiedliwość obawia się, że nie wygra jesiennych wyborów i dlatego "jest im wszystko jedno"..

- Jak rządzący tak mówi, to najczęściej to jest zgodnie z zasadą Urbana, że on się sam wyżywi, czyli możemy spodziewać się, dlaczego oni się tam specjalnie nie buntują: dlatego, że zdają sobie sprawę, że za chwilę będą wybory samorządowe, jakieś rodziny w wyborach startujące - mówiła.

Lubnauer w rozmowie z Robertem Mazurkiem tłumaczyła, dlaczego  Nowoczesna nie zagłosuje za projektem tej ustawy.

- Nie zniesiemy uposażeń poselskich, bo nie chcemy mieć tzw. dziadowskiego państwa - mówiła.

Według liderki Nowoczesnej działanie PiS w tej sprawie to mściwość. - Mam wrażenie, że najbardziej chcieliby ukarać jednoosobowo tych, którzy wykryli nagrody, zamiast ukarać swoich ministrów, którzy te nagrody wzięli - mówiła Lubnauer.

Przyznała jednak, że minister w polskim rządzie powinien zarabiać tyle, ile europarlamentarzysta, by nie było tak, jak w przywołanym przez nią, krążącym niegdyś żarcie:  Waszczykowski ma pecha, bo kazali mu zostać ministrem spraw zagranicznych, a mógł pójść do Parlamentu Europejskiego.

- Nie może być takich sytuacji. Musi być wiara w to, że jako ministrów mamy najlepszych, nazwijmy to, polityków. Akurat Waszczykowski nie spełnia tego warunku, ale niech będzie - mówiła.

Katarzyna Lubnauer tłumaczyła, dlaczego jest przeciwna wspólnemu z PO prezydium, co zaproponował Grzegorz Schetyna.