Zdaniem Dorna obecny parlament, do którego marszałek Kuchciński ograniczył dostęp (od 25 kwietnia nie wydawane są jednorazowe przepustki, parlament będzie zamknięty w czasie Nocy Muzeów, a 1 czerwca nie odbędzie się w nim sesja Sejmu Dzieci i Młodzieży), "przestaje odgrywać swoją podstawową funkcję w systemie politycznym", czyli rolę łącznika między "światem władzy a całym społeczeństwem".
Ograniczenie dostępu do Sejmu ma związek z trwającym w parlamencie od miesiąca proteście rodziców osób z niepełnosprawnościami i ich pełnoletnich dzieci. Protestujący chcą przyznania dorosłym niepełnosprawnym dodatku rehabilitacyjnego w wysokości 500 złotych, wypłacanego w gotówce.
Dorn podkreśla jednak, że Sejm "powinien być nastawiony na otwartość". Tymczasem obecnie, zdaniem Dorna, "Sejm zmienił się w jednostronny przekaźnik".
- Komunikaty płyną tylko z góry do dołu. Otóż taki Sejm nie odgrywa swojej podstawowej roli, ponieważ musi być wrażliwy na komunikaty, które płyną z dołu - stwierdził.
Zdaniem Dorna obecna sytuacja może być punktem zwrotnym, ale wszystko zależy teraz od opozycji, która - jak mówi Dorn - "powinna zacząć myśleć".
- Jeżeli nie można (działać) wedle reguł ustanawianych przez marszałka, bo one są wrogie parlamentaryzmowi i wrogie demokracji, należy zmienić reguły gry - stwierdził Dorn.
Były marszałek Sejmu stwierdził, że politycy opozycyjni "powinni zacząć myśleć". Dodał, że opozycja powinna - narzędziami politycznymi - doprowadzić do dymisji Kuchcińskiego. Zaznaczył przy tym, że nie chodzi o kolejne wnioski o odwołanie marszałka (ostatnio taki wniosek został odrzucony przez rządzącą większość).