Szef PSL dziwił się nieobecnością podczas dotychczasowych debat telewizyjnych przywódców partii - mówił o Jarosławie Kaczyńskim, Grzegorzu Schetynie czy Małgorzacie Kidawie-Błońskiej.

-  Były trzy debaty liderów. Uznaliśmy że bierzemy odpowiedzialność na siebie. Nie chowamy się za innymi parlamentarzystami, tak jak np. konkurenci w opozycji - mówił Kosiniak-Kamysz.

Pytany o możliwe powyborcze koalicje partii opozycyjnych lider PSL stwierdził, że "to zależy od programu". Zapewnił, że jego partia jest gotowa wziąć odpowiedzialność za Polskę i nie zgodzi się na obyczajowe rewolucje, a "na pewno nie wybiera się w stronę rządzącego dziś ugrupowania".

Czytaj także: Premier zarządził drugi stopień alarmowy CRP w całym kraju

-  Rządy autorytarne, ta duszna atmosfera rządów autorytarnych musi się skończyć. Trzeba odetchnąć, mam nadzieję, pełną piersią, po 13 października - powiedział.

Czy jest w stanie "dać głowę", że polityce PSL nie przejdą na stronę PiS, stwierdził: - Ja ręczę, tak jak ręczyłem za drużynę samorządową i żaden członek PSL, radny sejmiku wojewódzkiego nie przeszedł na stronę partii rządzącej.

Ręczył też za swojego koalicjanta, mówiąc, że Paweł Kukiz stwierdził, iż  "nie przyłoży ręki do żadnych autorytarnych rządów".

Czytaj więcej

Cyfrowa zmiana w nabywaniu samochodów

Mówiąc o kończącej się kampanii wyborczej Kosiniak-Kamysz poradził głównej sile opozycyjnej, by na ostatniej prostej zmieniła styl walki, bo jak dotąd atakuje inne opozycyjne ugrupowania -  Koalicję Polską czy Lewicę.

Lider ludowców zapewnił, że wierzy w zwycięstwo, jednak nie zawsze oznacza ono zajęcie pierwszego miejsca.

-  Zwycięstwo w tych wyborach oznacza, że jedna partia na pewno nie będzie rządzić - podkreślił Władysław Kosiniak-Kamysz.