Kancelaria Premiera odmówiła głowie państwa, i to w ostatniej chwili, skorzystania z rządowego samolotu.
— Walczyłem w Brukseli o piekielnie ważną sprawę — tłumaczył się Tusk. "Przepraszam, że nie wszystko wyszło ładnie. Postaram się, aby w przyszłości było i skutecznie i ładnie" - zadeklarował szef rządu.
Krótko przed tymi przeprosinami w kuluarach polskiego Sejmu rozeszła się pogłoska, że poseł PO Janusz Palikot chciał zwołać konferencję prasową, podczas której miał po raz kolejny zadać pytanie prezydentowi. Tym razem zamierzał jakoby spytać, czy na szczycie w Brukseli Lech Kaczyński był pod wpływem alkoholu, co by — zdaniem Palikota — tłumaczyło jego wypowiedzi i zachowanie. Ostatecznie do konferencji posła PO nie doszło.
Czy jego partyjni zwierzchnicy zabronili mu mówić, wiedząc że premier ma niebawem przeprosić za styl, w jakim odbyła się wyprawa do Brukseli? A może w ogóle nie planował żadnej konferencji?
Janusz Palikot przestał odbierać telefony, nie zareagował na SMS-y z prośbą o kontakt.
Pytany o sprawę „kolejnych pytań Palikota” Grzegorz Dolniak, wiceprzewodniczący klubu Platformy powiedział „Rz”: — Mam problemy z komentowaniem zachowań posła Palikota. On ma dwie twarze. Tygrysa, gdy występuje publicznie i małego potulnego kotka, kiedy zjawia się na prezydium władz klubu PO.
— Po tym jak publicznie wystąpił ze świńskim łbem, ma chyba świadomość, że będzie mu samemu trudno przebić ten występ — zaznaczył wiceprzewodniczący Dolniak.
Dolniak potwierdził, że o zamiarach swojego klubowego kolegi słyszał na korytarzach sejmowych od dziennikarzy, ale sam na ten temat nic nie wie. — Nie zebrało się w tej sprawie konsylium władz klubu — zażartował.