Opozycja jest zgodna: dla PO pomysł czasowego zlikwidowania subwencji dla partii to narzędzie politycznego marketingu. A spór o dotacje jest pozorny, bo projektu Platformy nie poprze żaden inny klub, także koalicyjny PSL. I PO świetnie o tym wie.

– Gdyby chcieli naprawdę zawiesić subwencje, to zanim ogłosiliby plan publicznie, najpierw by go z nami uzgodnili. Tak się nie stało – mówi „Rz” Stanisław Żelichowski, szef Klubu PSL. 

A wicemarszałek Jerzy Szmajdziński (SLD) dodaje: – PO wie, że projekt nie przejdzie, i chce, by nie przeszedł.

Po co PO wystąpiła o przesunięcie głosowania?

Sprawę w piątek omawiano na obradach Konwentu Seniorów. Relacja Szmajdzińskiego: – Przyszedł wiceprzewodniczący Klubu PO Sławomir Rybicki. Powiedział, że ze względu na nieobecność premiera, który pojechał do Brukseli, wnioskuje o przełożenie głosowania. Bo Tusk chce sam wygłosić w Sejmie przemówienie na ten temat.

Inni członkowie konwentu byli tą argumentacją zszokowani.

– Spytałem, czy reforma oświatowa jest mniej ważna. Bo przecież premiera nie było w Sejmie, gdy nad nią głosowano – opowiada Szmajdziński. I sam ma odpowiedź: – PO chce zafundować opinii publicznej dwutygodniowy festiwal cynizmu i populizmu, przebierając się w szaty obrońcy kieszeni Polaków.

Podobnie sądzi Grażyna Gęsicka, wiceprzewodnicząca Klubu PiS: – Ten czas jest potrzebny, by politycy PO występowali jako walczący w obronie „wdowiego grosza”, a premier wygłosił płomienne przemówienie. 

W kuluarach Sejmu pojawiły się i inne przypuszczenia. Rezygnacja z budżetowych pieniędzy może oznaczać, że partie będą finansowane przez prywatny biznes. A PO jest postrzegana jako ugrupowanie, które z tym środowiskiem ma najlepszy kontakt.

– Większość partii nigdy się nie zdecyduje na prywatny sponsoring. O PO nie można tego powiedzieć z przekonaniem – uważa Gęsicka.

– Partie pozbawione subwencji mogą żyć z codziennych wpłat od „darczyńców”, które przepisy ograniczają do 12 – 13 tys. zł – mówi Szmajdziński. – Kto może dziś mieć w Polsce takie pieniądze? Ludzie biznesu. 

Z nieoficjalnych informacji „Rz” wynika, że Platforma boi się, by oskarżeń o nieczyste intencje nie wzmocniło skojarzenie próby likwidacji dotacji partyjnych z ujawnioną przez media aktywnością działaczy PO (jak senator Misiak) na styku polityki i biznesu. Odsunięcie głosowania o dwa tygodnie pozwoliłoby zyskać czas na wyciszenie tych spraw.