– Jesteśmy młodymi demokracjami i to, co się dzieje wokół śledztwa smoleńskiego, jest z punktu widzenia demokracji w tym regionie bardzo niebezpieczne – dodała była szefowa polskiej dyplomacji, podkreślając, że właśnie dlatego wraz z Antonim Macierewiczem (PiS) przyjechała po pomoc do największego sojusznika Polski.

Wczoraj politycy PiS spotkali się z ekspertami. Głównym celem wizyty jest jednak przekazanie republikańskiemu kongresmenowi Peterowi Kingowi listy z 300 tys. podpisów Polaków, którzy proszą o stworzenie międzynarodowej komisji do zbadania przyczyny katastrofy Tu-154. Rezolucję wzywającą do wszczęcia międzynarodowego śledztwa King zgłosił w Komisji Spraw Zagranicznych 30 czerwca.

– Widzieliśmy, jak strona rosyjska niszczy dowody. Trudno się więc dziwić, że w tej sytuacji setki tysięcy Polaków domagają się takiej komisji – przekonywał Macierewicz.

Zaznaczył, że najpierw lista z podpisami została przekazana marszałkowi Sejmu i premierowi Donaldowi Tuskowi. I dodał, że w sprawie komisji przedstawiciele PiS będą też w Brukseli.

W Waszyngtonie Fotyga i Macierewicz liczyli na spotkania z kongresmenami. Nie chcieli jednak mówić o nazwiskach.

W niedzielę rzecznik rządu Paweł Graś amerykańską inicjatywę PiS określił mianem skandalu, dodając, że to pomysł „bliski zdrady”.

– Słowa ministra Grasia głęboko mnie zabolały. To bardzo niesprawiedliwe oskarżenia. Przyjechaliśmy do naszych amerykańskich sojuszników, bo to z nimi, a nie z Federacją Rosyjską mamy podpisane umowy międzynarodowe. I to u sojuszników należy szukać poparcia w sytuacjach trudnych – mówi „Rz” Paweł Kurtyka, syn zmarłego w katastrofie szefa IPN, towarzyszący politykom PiS. – A jeżeli już mówić o zdradzie, to należy się zastanowić, czy zdradą nie było przekazanie śledztwa w ręce Rosjan.

[i]—Jacek Przybylski z Waszyngtonu[/i]