Choć rok szkolny trwa dopiero dwa dni, niektóre szkoły już nie pracują. Powód? Koronawirus wśród pracowników. Zdaniem ekspertów już w połowie września będzie można zauważyć ogniska koronawirusa w szkołach.

O sytuacji w szkołach mówili na konferencji prasowej w Sejmie politycy Konfederacji. - To nie powrót do normalności, nie zaprowadzenie porządku w polskim życiu publicznym, ale raczej podniesienie go na wyższy poziom chaosu, terroru i agresji, która rodzi się w sposób nieunikniony w sytuacjach konfliktu wywołanego przez niejasne, uznaniowo wdrażane dyrektywy władz - mówił Grzegorz Braun.

Posłowie zwrócili uwagę na problem kolejek, jakie utworzyły się przed placówkami. Wynikało to z obowiązku dezynfekcji rąk przez wszystkie osoby, które wchodziły do budynku.

- Szkoły zostały zmienione na swego rodzaju "areszty wydobywcze", bo dzieci są zobowiązane do tego, że gdyby posiadały wiedzę, że któryś z członków rodziny jest chory, ma natychmiast informować swoją szkołę - powiedział Włodzimierz Skalik.

Konfederacja zwróciła się do szefa MEN Dariusza Piontkowskiego, aby "wziął na siebie odpowiedzialność za podejmowane decyzje i o to, by szkoły funkcjonowały normalnie.

- Gdybyśmy powiedzieli, że np. przechodzimy na zdalne nauczanie, to oczywiście byłaby krytyka dlaczego nie wróciliśmy do nauczania stacjonarnego. Gdy taką decyzję podjęliśmy, jest krytyka w drugą stronę - stwierdził Piontkowski, komentując powrót uczniów do szkół.