Korespondencja ze Sztokholmu
Szwedzi poszli do urn, by wybrać 349 przedstawicieli do jednoizbowego parlamentu i rad regionów oraz gmin. Walka okazała się bardzo wyrównana. Partia Robotniczo-Socjaldemokratyczna uzyskała 100 deputowanych. Musiała zadowolić się poparciem nieco mniej niż 28 proc. wyborców. To jej najgorszy wynik od 118 lat. Jednak razem z Partią Lewicy (29 posłów), Partią Centrum (25 posłów) oraz Partią Ochrony Środowiska – Zielonych (22 posłów) tworzy blok liczący 176 deputowanych. Czyli nieco więcej, niż wynosi bezwzględna większość. Centroprawicowa koalicja premiera Ulfa Kristerssona będzie miała 173 deputowanych. Składa się na nią Umiarkowana Partia Koalicyjna (70 mandatów), stając się drugą po socjaldemokratach formacją Szwecji. Skrajnie prawicowi Szwedzcy Demokraci (62 posłów) pogorszyli swoje wyniki w parlamentarnych wyborach do tego stopnia, że po raz pierwszy lądują na trzecim miejscu. Ugrupowanie jest w szoku i z powodu utraty głosów, i faktu, że nie jest już drugą formacją kraju. Nową premier Szwecji zostanie liderka socjaldemokratów – Magdalena Andersson. Kierowała ona już krajem w latach 2021–2022.

Załamanie przewagi lewicy

Jeszcze w maju czerwono-zielona opozycja miała bezpieczną przewagę nad rządzącą centroprawicową koalicją premiera Ulfa Kristerssona. Wynosiła ponad 9 pkt. proc. Eksperci uważali to za dystans nie do pokonania dla „bloku niebiesko-żółtego”. Jednak w ciągu następnych miesięcy różnica między frakcjami lewicowymi a centroprawicowymi współpracującymi z antymigranckimi Szwedzkimi Demokratami (SD) wyraźnie zmalała. Ostatnie badania wskazywały, że szanse zostały prawie wyrównane. Według Infostatusu frakcje opozycyjne mogą uzyskać 49,6 proc., podczas gdy strona rządząca 48,8 proc.

Czytaj więcej

Szwecja wybiera parlament. Sondażowa przewaga opozycji maleje

Retoryka kampanii pełna była czerwonych linii i kiełbasy wyborczej. Generalnie obóz czerwono-zielony ma „awersję do kontaktu” z populistami z SD. Magdalena Andersson zapewniała, że nigdy nie będzie współpracować ze Szwedzkimi Demokratami. Socjaldemokraci są największą siłą przeciwną prawicowo-autorytarnym formacjom. Socjalliberalna Partia Centrum, niegdyś należąca do prawicy, wykluczyła natomiast zasiadanie w rządzie zarówno z SD, jak i z Lewicą. Przewodnicząca partii Elisabeth Thand Ringqvist oświadczyła nawet, że raczej jest skłonna doprowadzić do rozpisania nowych wyborów, niż dopuścić Lewicę do rządzenia.

Lewica popiera kandydaturę liderki socjaldemokratów na premiera, ale obwarowała ją czerwoną linią, że sama też musi zasiąść w rządzie. Magdalena Andersson zastrzegała jednak, że Lewica „musi odrobić jeszcze lekcję” i miejsca w swoim rządzie nie chce obiecać.

Własną czerwoną linię stworzył w czasie kampanii poseł do parlamentu SD Richard Jomshof, autor kontrowersyjnej książki o islamie „Kafir” (Niewierny). Jego zdaniem muzułmanie nie mogą być w pełni Szwedami, a wyznawca islamu nie może zostać szwedzkim premierem.

W kampanii, której tematami były ekonomia, prawo i porządek, migracja i klimat, na wyborców spadł istny deszcz obietnic. Rządząca Umiarkowana Partia Koalicyjna zobowiązała się do wolnych od opłat przedszkoli i obiecywała, że każda rodzina z dziećmi będzie dysponowała 5 tys. koron więcej na miesiąc. Chrześcijańscy Demokraci postulowali wprowadzenie sześciu darmowych prób in vitro dla bezdzietnych par i więcej miejsc dla pacjentów w psychiatrii. Liberałowie obiecali podwyższenie pensji nauczycielskich o 10 tys. koron oraz maksymalnie 20 uczniów w klasach szkoły podstawowej. Socjaldemokraci z kolei przyciągali wyborców podwójnym podwyższeniem zasiłku na dziecko i na studia przed wakacjami i świętami Bożego Narodzenia. Szwedzcy Demokraci ze sloganem „Szwecja ma się stać znowu Szwecją” zapowiadali, że jeszcze bardziej zmniejszą liczbę azylantów w królestwie do historycznie niskiego poziomu i jeszcze ostrzejsze sankcje dla zorganizowanej przestępczości. Zapewniali, że doprowadzą do najniższej w UE ceny benzyny.

Rekordowa frekwencja

Rekordowo wiele osób poszło do urn wyborczych przedterminowo. Od 26 sierpnia ponad 3,6 mln mieszkańców kraju oddało swoje głosy przedwcześnie, bo, jak mówi szefowa kancelarii Urzędu Wyborczego, Anna Nyqvist, można głosować w kraju wszędzie i wybrać sobie dzień, który komuś pasuje. Ci, którzy mieli trudności, by dostać się do lokali wyborczych, mogli zwrócić się do gminy, by jej pracownik przyszedł do ich domu i tak oddali swój głos. Głosu oddanego przedterminowo można było zresztą pożałować i pójść do urny w dzień wyborów z zupełnie nowymi politycznymi preferencjami. Kolejki ustawiających się do lokali wyborczych Szwedów były długie i np. w sztokholmskiej dzielnicy Kungsholmen trzeba było czekać w sobotnie popołudnie prawie dwie godziny. Wiadomo też, że zainteresowanie spełnieniem obywatelskiego obowiązku było większe niż w poprzednich wyborach na obrzeżach miast, zdominowanych przez migrantów, m.in. w sztokholmskiej dzielnicy Rinkeby. A z ostatnio opublikowanych przekazów wynika, że ponad 85 proc. muzułmanów, których szacuje się na ponad milion w królestwie, popiera blok lewicy. W ostatniej debacie liderów parlamentarnych formacji przewodniczący Szwedzkich Demokratów Jimmie Åkesson ocenił, że muzułmańscy uchodźcy mogą rozstrzygnąć o wyniku wyborów.

Zwiększył się również udział w głosowaniu Szwedów poza granicami królestwa.

Czytaj więcej

Kristersson jak Trump. Premier Szwecji chce „uczynić Szwecję znów wielką”

W czasie kampanii wyborczej wiele się działo. W centrum dyskursu politycznego znalazła się partia Liberałów, która dokonała wolty w stosunku do nacjonalistycznych Szwedzkich Demokratów. Kiedy córka Libanki i Palestyńczyka, liderka Liberałów Simona Mohamsson i minister edukacji i integracji (jej rodzina zmieniła nazwisko z Mohammed na Mohamsson), w marcu tego roku zadeklarowała, że rezygnuje z czerwonej linii wobec Szwedzkich Demokratów, bo nie sprzeciwia się już ich obecności w przyszłym rządzie Kristerssona, to w partii zawrzało. Deklarację przypieczętowało też uściśnięcie lidera nacjonalistów na wspólnej konferencji prasowej. Uścisk politycy powtórzyli też niedawno w telewizyjnym studiu podczas debaty.

Liberałowie walczyli o przeżycie

Przez cały czas trwania kampanii Liberałowie borykali się z notowaniami skazującymi frakcję na utratę miejsca w parlamencie. Jeszcze w końcu sierpnia ugrupowanie znajdowało się pod progiem wyborczym na poziomie poniżej dwóch proc. W takiej sytuacji lider Szwedzkich Demokratów Åkesson nawoływał, że jeżeli Liberałowie nie zdobędą w sondażach 3,5 proc. poparcia, to nie warto na nich głosować taktycznie, bo będzie to głos stracony. Wyjaśnił, że postrzega liberałów jako swoich ideologicznych adwersarzy. Szwedzcy Demokraci i liberałowie znajdują się na przeciwległych biegunach w kwestii UE, euro, polityki klimatycznej i polityki wsparcia dla krajów rozwijających się – oświadczył na platformie X. Bowiem w historii jeszcze się nie zdarzyło, by przy tak niskich notowaniach partia zdołała się podźwignąć w dniu wyborów. A jednak tego dokonała.

Czytaj więcej

Nowe oblicze szwedzkich nacjonalistów. Przepraszają Żydów, odcinają się od Putina

W centrum uwagi znalazła się też partia Lewicy, której przewodniczącą jest pochodząca z Iranu Nooshi Dadgostar. Formacja musiała najpierw skreślić z listy do gmin aż 25 swoich kandydatów za propagowanie antysemickiej narracji, negowanie Holokaustu i gloryfikowanie terroru na platformach społecznościowych. (Gazeta „Expressen” ujawniła, że posłowie Lewicy wysyłali list pochwalny do sprawców krwawego zamachu w Izraelu.) W sierpniu musiała zdjąć z list wyborczych ośmiu kandydatów z Lewicy, którzy poparli hołdy dla Putina i Hamasu oraz teorie spiskowe o Żydach, m.in. że składają w ofierze dzieci białej rasy. Wszyscy kandydowali do wyborów do gmin, a jeden do parlamentu. Lewica sprzeciwia się postulatowi Chrześcijańskich Demokratów, by zakazać kobietom w publicznej przestrzeni noszenia burki i nikabu (zasłony muzułmanek na twarz). Być może jako reakcję na to, dzień przed wyborami posłanka formacji Hanna Gunnarsson opublikowała swoje zdjęcie w hidżabie po odwiedzinach meczetu w Lundzie na południu kraju. W memie przekazała informację, że przelała pieniądze na budowę nowej, większej świątyni dla wyznawców islamu w tym mieście.