„Czy oni planują aneksję, by zrekompensować sobie niepowodzenia na Ukrainie?” – pytał w internecie gruziński politolog Giorgi Szaiszmelaszwili na wieść o mianowaniu rosyjskiego obywatela prezydentem separatystycznej Osetii Południowej.

Od 1992 r. istnieje tam nieuznawane państwo z 70 tys. ludności, wspierane przez nie mniej niż 3 tys. rosyjskich żołnierzy stacjonujących w Cchinwali. Podobnie w Abchazji. Oba regiony ogłosiły niepodległość od Gruzji, a Rosja uznała je w 2008 r. W obu stacjonują znaczne jak na ten region siły rosyjskie. W Abchazji jest tylu rosyjskich żołnierzy, ile ma miejscowa armia. W tamtejszym porcie Oczamczyra Moskwa buduje bazę dla swojej Floty Czarnomorskiej, która musiała ewakuować się z bombardowanego przez Ukraińców Sewastopola.

Trzecim tworem utrzymującym, że jest niepodległym państwem dzięki obecności rosyjskich wojsk jest mołdawskie Naddniestrze.

Czy utrzymywani przez Rosję separatyści staną się jej częścią

W stosunku do wszystkich trzech terytoriów w ostatnim czasie Kreml podejmował decyzje, które mogą być początkiem procesu anektowania ich. Choć i obecnie faktycznie to części Rosji. We wszystkich trzech walutą jest rubel. 90 proc. budżetu Osetii Południowej stanowi „rosyjska pomoc”, w Abchazji – ok. 80 proc. W Naddniestrzu Rosja wydaje rocznie równowartość ponad 80 mln dol. tylko na „wypłaty dodatków dla miejscowych emerytów”.

Obywatelstwo rosyjskie posiada w Naddniestrzu prawie połowa z ok. 450 tys. mieszkańców, w Abchazji nie mniej niż 70 proc., a w Osetii Południowej prawdopodobnie wszyscy.

Czytaj więcej

Strzały w parlamencie. Poseł zastrzelił posła

Możliwe, że Kreml postanowił sformalizować istniejący stan.

Obecnie prezydent Osetii Południowej nagle podał się do dymisji i ogłosił, że przeprowadza się do Moskwy, został bowiem  doradcą Władimira Putina. Rzecznik Kremla przyznał, że to prawda, ale dodał, że nie wiadomo jeszcze, czym będzie się zajmował Alan Gagłojew, co znaczy, że jego transfer do rosyjskiej stolicy odbył się dość niespodziewanie.

Jego miejsce (jako pełniący obowiązki prezydenta) zajął obywatel Rosji Marat Kambołow, który jest co prawda Osetyńcem, ale z Osetii Północnej wchodzącej w skład Rosji. Na południe od Kaukazu pojawił się ledwo miesiąc wcześniej, za to od razu jako premier miejscowego rządu.

Putinowskie marzenia sięgają poza trzy niewielkie terytoria. Cały czas myśli o odbudowie Związku Sowieckiego

Te roszady wywołały niepokój w Tbilisi. Z powodu uznania niepodległości Abchazji i Osetii Południowej Gruzja zerwała stosunki dyplomatyczne z Rosją. Ale obecnie władze sformowane przez dość kontrowersyjną partię Gruzińskie Marzenie milczą, a publicznie zabierają głos jedynie eksperci. Marzenie prowadzi politykę znacznie bardziej przychylną Rosji niż jego poprzednicy, ewentualne wchłonięcie separatystycznych tworów przez Kreml postawiłoby je w bardzo trudnym położeniu.

– W czasie wojny w Iranie wojenny przestępca Putin współpracuje z częścią Gruzińskiego Marzenia, by przekazywać dane wywiadowcze Iranowi. Wiemy o próbach współpracy podejmowanych przez tbiliski reżim z reżimem w Teherenie – mówił jeszcze w kwietniu amerykański kongresmen republikanin Joe Wilson.

Zaniepokojenie zamiarami Kremla w stosunku do wszystkich utrzymywanych przez Rosję separatystycznych terytoriów wzrosło w zeszłym miesiącu, gdy Władimir Putin podpisał dekret o uproszczeniu otrzymywania rosyjskiego obywatelstwa przez mieszkańców Naddniestrza. Dokładnie rok wcześniej taką procedurę wprowadził dla terenów oderwanych od Gruzji.

– Myślę, że Rosja planuje w ciągu najbliższych paru lat anektowanie Naddniestrza – sądzi emigracyjny rosyjski ekspert Iwan Preobrażenski. Ale Ukraina wcześniej już sugerowała, że wtedy zajmie ten region, który bezpośrednio zagraża jej tyłom.

Czytaj więcej

Kolejny region na celowniku Kremla. Siergiej Szojgu zdradza szczegóły

– On chce odbudować Związek Sowiecki – z kolei mówi kongresmen Wilson o zamiarach Putina. Wymienia przy tym wszystkie znane ostatnie próby ingerencji Kremla w różnych państwach: „niestety zakończyła się sukcesem w Gruzji (Gruzińskie Marzenie wygrało wybory w 2024 r. – red.), poniósł porażkę w Mołdawii (na wyborach w 2025 r. – red.), (…) Rumunia zdołała się przeciwstawić rosyjskiemu wpływowi (na wyborach prezydenckich w 2025 r. – red.), nie przyniosła skutku presja na Armenię”.

Osetia Południowa – dalej „szara strefa” czy prowincja Rosji

Jesienią 2022 r. niezależne media rosyjskie informowały, że „na Kremlu omawiano poważnie, ale niedługo” wariant przyłączenia Osetii Południowej i Abchazji do Związku Białorusi i Rosji. Po serii ukraińskich kontrataków na froncie władze chciały „zademonstrować swej ludności jakieś zdobycze terytorialne”.

Czytaj więcej

Tajna broń Kremla uderza w Polskę. Nowy raport ujawnia skalę dezinformacji

Pomysł podobno porzucono, bo o ile w Osetii Południowej „ludność była za, to w Abchazji kategorycznie przeciw”. Przyłączenie zaś jedynie niewielkiej Osetii uznano za „zbyt drobną” zdobycz. Ponadto kremlowscy urzędnicy wystraszyli się sytuacji na tym terytorium. W połowie lat 90. ubiegłego stulecia ówczesny prezydent Rosji Borys Jelcyn zniósł cło na towary z Osetii Południowej. „Spirytusowi baronowie” z rosyjskiej Osetii Północnej od razu przenieśli tam swoją produkcję, by nie płacić podatków. Od tej pory tereny te „służą praniu pieniędzy i różnym przewałom. (…) Stały się „szarą strefą” rosyjskiej gospodarki”, sądzą moskiewscy eksperci.

Część z nich sądzi, że obecne roszady mogą nie być skutkiem imperialnej polityki Kremla, ale kontynuacją dotychczasowego statusu terytorium jako zaplecza dla ciemnych interesów rosyjskiej elity.

– Dzisiaj naszym zadaniem jest zrobić tak, by spełniło się nasze upragnione marzenie (…) – zjednoczyć się z Wielką Rosją – mówił jednak cztery lata temu ówczesny prezydent Osetii Południowej, a obecny doradca Putina.