– Największa grupa imigrantów na Islandii to Polacy. Toczyłam dyskusje z wieloma z nich. Mówią: „nie wstępujcie do Unii Europejskiej”. Są między innymi zaniepokojeni unijną polityką imigracyjną, ostrzegają, że to kompletne fiasko – mówi „Rzeczpospolitej” Dilja Mist Einarsdóttir, posłanka do Althingu, islandzkiego parlamentu, z Partii Niepodległości, najsilniejszego ugrupowania w opozycji, przeciwnego staraniom o członkostwo.
– Imigranci sprzeciwiają się imigracji? – pytam.
– Polscy imigranci na Islandii odnoszą duże sukcesy. Dobrze się integrują. Wiele zyskujemy dzięki ich obecności. Nie moglibyśmy się bez nich obyć – odpowiada polityczka głównej partii opozycyjnej. Jej szwagier jest Polakiem.
Szefem parlamentarnego Komitetu Spraw Zagranicznych, w którym zasiada i Einarsdóttir, jest urodzony w Polsce Paweł Bartoszek. On jest zdecydowanym zwolennikiem wstąpienia do UE. Jego partia, centrowa, liberalna Vidreisn, nawet powstała (w 2016 r.) głównie z powodu UE. Islandia prowadziła negocjacje akcesyjne od 2009 r., ale po wyborach w 2013 r. nowa koalicja (z udziałem Partii Niepodległości) je przerwała i nie chciała nawet przeprowadzić referendum w sprawie ich kontynuacji. Przeciwnicy zejścia z kursu ku Unii protestowali pod parlamentem. Jedną z konsekwencji tych protestów było pojawienie się na scenie politycznej partii Vidreisn, część jej członków była wcześniej w Partii Niepodległości (w tym Bartoszek).
– Od tego czasu wiele się zdarzyło, dziś nie jest to nasz jedyny postulat, ale jednym z najważniejszych punktów naszego programu jest przeprowadzenie referendum w sprawie wznowienia negocjacji i, docelowo, akcesja Islandii do UE – opowiada Bartoszek, dodając, że poglądy tutejszej Polonii są różnorodne, a sprawa referendum i członkostwa tak bardzo jej nie porusza.
Czytaj więcej
Islandczycy postrzegają UE pozytywnie, ale nie na tyle, by dążyć do znalezienia się w niej, wystarcza im umowa o bliskiej współpracy – mówi Thórdís...
Polacy wśród imigrantów na mającej 400 tys. mieszkańców Islandii są faktycznie zdecydowanie najliczniejsi. Miejscowy urząd statystyczny określenie „imigrant” stosuje do osób, które się urodziły za granicą, podobnie jak ich przodkowie. Na początku tego roku takich Polaków było 23 tys., czyli prawie 30 proc. wszystkich imigrantów. Obywatelstwo islandzkie od 1991 r. uzyskało 3651 Polaków urodzonych w Polsce. Jest jeszcze trochę takich, którzy mają je od urodzenia.
Wśród tych, którzy mają obywatelstwo polskie, poglądy się zmieniają. Niegdyś, jak mówi Paweł Bartoszek, najwięcej głosów w polskich wyborach zdobywała tu lewica, a w pierwszej turze ostatnich wyborów prezydenckich zwyciężył Sławomir Mentzen.
O co chodzi w referendum, które odbędzie się 29 sierpnia? Czy będzie drugie referendum?
Referendum na temat wznowienia negocjacji z UE odbędzie się 29 sierpnia. Zadecydował o tym pod koniec maja parlament. Referendum obiecały w umowie koalicyjnej trzy partie, które stworzyły rząd po wyborach z końca 2024 r. Jeżeli zgodnie z wolą Islandczyków kraj wróciłby do rozmów, to na ich koniec odbyłoby się kolejne referendum. W nim padłoby pytanie, czy chcą przystąpić do UE.
Z ostatnich sondaży wynika, że obie kwestie są oceniane inaczej. Chęć powrotu do negocjacji wykazuje większość mieszkańców wyspy. Ale i przeciw członkostwu opowiada podobna większość (53-54 proc.). Liczba niechętnych wstępowaniu urosła w porównaniu z badaniami z ubiegłego roku. Najbardziej fundamentalnych przeciwników zaś nigdy, jak napisał portal publicznego nadawcy radiowo-telewizyjnego RÚV, nie było tak dużo (29 proc.).
Jak zareagowałyby Stany Zjedonoczone? „Całkowicie nieodpowiedni żart” o 52. stanie USA
W debacie pojawia się kwestia stosunków z Ameryką. Sporo zamieszania wywołał pod koniec zeszłego roku kandydat na ambasadora USA w Reykjaviku, Billy Long, który widział Islandię w roli 52. stanu, a siebie jako jej gubernatora.
Tym brakującym 51. miałaby być zapewne Kanada, tak ją nazywał Donald Trump. Choć być może chodzi o Grenlandię, wobec której amerykańskie roszczenia najbardziej niepokoiły w Europie, w tym także na Islandii, położonej blisko największej wyspy świata (niecałe 300 km) i dzielącej z nią w przeszłości los – przynależność do Korony Duńskiej. Billy Long jeszcze w czasie przesłuchania w grudniu 2025 r. przed komisją spraw zagranicznych amerykańskiego Senatu przeprosił za „całkowicie nieodpowiedni żart” o 52. stanie. Od maja jest ambasadorem.
Jak mogłyby zareagować Stany Zjednoczone, z którymi Islandia ma dwustronną umowę obronną, na jej wstąpienie do UE? Dyplomata Gunnar Pálsson, były ambasador przy UE, przy ONZ, w Norwegii i Indiach, przestrzegł, że w takim wypadku Islandia stałaby się częścią wspólnych planów obronnych wspólnoty, „a jest mało prawdopodobne, by Ameryka miała zamiar występować w roli obrońcy państwa członkowskiego Unii”.
– Członkostwo w UE nie miałoby żadnego wpływu na umowę obronną między USA i Islandią z 1951 r. – zapewniła na początku czerwca w parlamencie szefowa MSZ Thorgerdur Katrín Gunnarsdóttir.
Stany Zjednoczone rozważały w XIX w. kupno Islandii. „Dania bardzo ją zaniedbała”
USA rozważały kupno od Danii Islandii, podobnie jak Grenlandii, zaraz po nabyciu od Rosji Alaski (w 1867 r.). Na biurko amerykańskiego sekretarza stanu Williama Sewarda trafił w 1868 r. raport zachwalający bogactwa Islandii. „Liczy około 70 tys. mieszkańców, ale biorąc pod uwagę pastwiska i grunty orne, cenne kopalnie, wspaniałe łowiska i niezrównaną siłę wodną, mogłaby, po pełnym rozwoju, utrzymać populację przekraczającą 1 milion. Dania bardzo ją zaniedbała. Islandczycy narzekają na to i z nadzieją oczekują na współpracę ze Stanami Zjednoczonymi” - ten fragment raportu przytoczył islandzki portal skierowany do turystów i obcokrajowców. Do miliona mieszkańców sporo jeszcze brakuje.
USA były pierwszym krajem, który uznał powstanie republiki Islandii (17 czerwca 1944 r.), co rząd w Reykjaviku oficjalnie nazywa fundamentem mocnej przyjaźni i trwałego sojuszu. Trzy lata wcześniej powstała pierwsza ambasada Islandii w Waszyngtonie. Wyspa nie miała wówczas kontaktów z Danią, bo była ona okupowana przez Niemcy. 7 lipca 1941 r. na Islandię przybyły wojska amerykańskie na prośbę tamtejszych władz, obwarowaną warunkami, które zdaniem Islandczyków USA spełniły. W szczytowym momencie, w 1943 r., na wyspie było 47 tys. amerykańskich żołnierzy.
Zaraz po wojnie Islandczycy podpisali umowę dającą Amerykanom prawo użytkowania bazy lotniczej w Keflaviku (od 20 lat już ich tam nie ma). A w 1951 r. zawarta została wspomniana dwustronna umowa o obronie. Islandia była już wtedy w NATO. Jest jednym z państw założycielskich sojuszu. Ale nie ma armii, liczy na sojuszników, w tym USA.
Czytaj więcej
Importujemy montowane w Polsce samochody europejskich producentów, a spośród towarów spożywczych cenimy np. polskie alkohole, napoje bezalkoholowe...
Argumenty zwolenników wstąpienia do UE. Ekonomiczny i geopolityczny. Czy spadłyby ceny żywności?
Z Unią Islandię już wiele łączy poprzez wspólne uczestnictwo w Europejskim Obszarze Gospodarczym (EOG), są w nim także Norwegia i Liechtenstein. Islandia jest też w strefie Schengen.
– Wielu Islandczyków uważa, że nie musimy wchodzić do UE, bo jesteśmy w EOG i nieźle prosperujemy w porównaniu z krajami unijnymi, członkostwo ekonomicznie by nas nie popchnęło do przodu. Wielu innych podkreśla zaś, że państwa, które zostały członkami, zyskały na tym ekonomicznie i dlatego my też powinniśmy wstąpić do Unii – mówi „Rzeczpospolitej” Vilborg Asa Gudjonsdóttir, komentatorka ds. międzynarodowych i wykładowczyni na Uniwersytecie Islandzkim.
Zwolennicy przedstawiają dwa główne argumenty. – W chwilach geopolitycznej niepewności widać, że lepiej mieć więcej przyjaciół – mówi Paweł Bartoszek.
Drugi jest czysto ekonomiczny, częściowo związany z przejściem na euro. – Islandia ma mało stabilną walutę, koronę islandzką. Tradycyjnie inflacja jest wysoka i wysokie są stopy procentowe – tłumaczy polityk partii Vidreisn. Zwolennicy spodziewają się też obniżki cen, zwłaszcza żywności, bo takie zjawisko wystąpiło, gdy w 1995 r. weszły do UE Szwecja i Finlandia.
W czerwcu średnie ceny w Reykjaviku wynoszą: 1 litr mleka tłustego 255 koron islandzkich (równowartość 7,50 zł), 1 kg pomidorów 736 koron (prawie 22 zł), 1 kg ziemniaków 450 (13,30), pół litra lokalnego piwa w supermarkecie 576 (17), zestaw w restauracji fast food 2940 (87).
– W Wietnamie, skąd właśnie wróciłam, żywność jest naprawdę tania, ale nikt nie rozprawia o dołączeniu do Wietnamu czy przyjęciu jego zarządzania – ironizuje Einarsdóttir, przeciwniczka wstąpienia do UE. Dodaje, że zarobki na Islandii są jedne z najwyższych na świecie. „A wszędzie jest związek między wysokimi cenami i wysokimi zarobkami”.
Czytaj więcej
Islandia chce wrócić do rozmów o akcesji do UE, a nowi kandydaci zgłaszają zupełnie inną motywację, niż do tej pory, zauważa Marta Kos, komisarz ds...
Przeciwnicy martwią się o suwerenność. „Trudno sobie wyobrazić, że ktoś inny prowadzi negocjacje międzynarodowe w naszym imieniu”
Przeciwnicy mówią o zagrożeniu dla islandzkiej suwerenności. – Pełna niepodległość to nawet nie jest cały wiek [od 1944 r., wcześniej, od 1918 r., Islandia miała dużą autonomię w Królestwie Danii – red.]. Bardzo się skupiamy na temacie suwerenności. Trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś inny prowadzi negocjacje międzynarodowe w naszym imieniu. Nie zgadzam się na to i wiem, że wielu Islandczyków patrzy na to tak samo. Sami chcemy reprezentować nasze państwo. Nie ufamy, że inni będą najlepiej dbali o nasze interesy – mówi mi Einarsdóttir, podkreślając wielką różnicę między UE a Islandią pod względem populacji. Islandia byłaby najmniejszym pod względem liczby ludności krajem 450-milionowej Unii (ma jej niemal jedną trzecią mniej niż dzisiaj najmniejsza we wspólnocie Malta).
– Unia by nas połknęła – głosi organizacja Heimssýn, której głównym hasłem jest „Nie dla UE”.
– Nie powinniśmy o sobie myśleć w kategoriach młodego państewka. Wiele z tych argumentów o suwerenności było dobrych w 1944 r., kiedy Islandia była faktycznie młodym państwem i miała raptem 100 tys. ludności. Dzisiaj ma jej cztery razy więcej, a republika ma ponad 80 lat. Nie widzę powodu, by czuć się małym i młodym - mówi Bartoszek. Nie sądzi, żeby „nastroje na Islandii były wyjątkowo izolacyjne”.
– Islandczykom zapadło w pamięć, że trzeba zachować kontrolę, ale odnosi się to do zasobów naturalnych i najbardziej rybołówstwa. Przeciwnicy wstąpienia do UE wspominają wojny dorszowe z Wielką Brytanią w latach 50. i 70. ubiegłego wieku – red. i to, że walczyliśmy o prawa do łowisk. Nie zamierzają oddać kontroli w tej sprawie komuś innemu – podkreśla Gudjonsdóttir, politolożka z Uniwersytetu Islandzkiego.
Czytaj więcej
Oprócz wspólnej przynależności do strefy Schengen, Polskę i Islandię łączą członkostwa w jeszcze co najmniej dwóch organizacjach współpracy: gospod...
Kiedy Islandia mogłaby się znaleźć w UE?
W krajach UE nie słychać oporu wobec islandzkiego członkostwa, w przeciwieństwie do przyjmowania np. Ukrainy. Dlatego w rządzie pojawiają się opinie, że jeżeli negocjacje zostaną wznowione, to skończą się nawet w półtora roku. – 18 czy 24 miesiące to nie jest nierealistyczny termin. W przeszłości Islandia w ciągu jednego dnia otworzyła i zamknęła 11 rozdziałów, czyli jedną trzecią. Szybko można by zamknąć rozdziały związane z EOG. Głęboko trzeba by omówić trzy kwestie: rybołówstwo, rolnictwo i przystosowanie naszego systemu celnego – mówi Paweł Bartoszek.
Przyjechał na Islandię jako ośmiolatek, w 1988 r. Jego ojciec, lingwista, interesował się studiami języka islandzkiego. Pawła miło przyjęli uczniowie i nauczyciele w szkole podstawowej. Pomogły szachy, bardzo wtedy na Islandii popularne. Znalazł z dziećmi wspólny język, szachowy, co pozwoliło nawiązać kontakty i stosunkowo szybko nauczyć się islandzkiego.
– To czasy, gdy było mało cudzoziemców i dzieci były zainteresowane osobami innego pochodzenia - opowiada polityk. Teraz jest ich wielu, co wymaga wysiłków integracyjnych. – Ale jak wynika z badań, nastawienie dalej jest raczej pozytywne – dodaje Paweł Bartoszek.