Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie konkretne problemy społeczne i środowiskowe zostały nagłośnione przez celebrytkę w jej apelu do władz?
- W jaki sposób Kreml oraz jego kluczowi propagandyści zareagowali na wystąpienie influencerki?
- Jakie kroki podjęła celebrytka w odpowiedzi na personalne ataki i próby jej zdyskredytowania?
- Jakie znaczenie dla rosyjskiej opozycji i perspektyw zmian w kraju ma wystąpienie popularnej osobowości medialnej?
- Dlaczego celebrytka świadomie pominęła w swoim wystąpieniu temat trwającej wojny z Ukrainą?
W warunkach trwającej już piąty rok z rzędu wielkiej wojny z Ukrainą, totalnej cenzury, zmiażdżonych niezależnych mediów i odcinania Rosjan od globalnej sieci wydawać by się mogło, że Władimir Putin o „szczelność” własnej przestrzeni informacyjnej nie musi się obawiać. Wydarzenia w Rosji, które Kreml uważa za „wrażliwe”, nie są nagłaśniane przez rządowe telewizje, agencje informacyjne czy witryny internetowe. Wystarczyło jednak jedno nagranie popularnej rosyjskiej instagramerki, by zaburzyć „pokój” gospodarza Kremla i udowodnić, jak krucha jest tworzona przez reżim od lat zasłona informacyjna.
„Ja się nie boję”. Celebrytka zwraca się do Putina w imieniu „nieobojętnych Rosjan”
– Władimirze Władimirowiczu, pana się boją, naród się pana boi, blogerzy się pana boją, artyści się pana boją, gubernatorzy się boją – zwróciła się ostatnio do Putina „w imieniu nieobojętnych Rosjan” popularna w Moskwie instagramerka Wiktoria Bonia.
– Ja się nie boję, bo jestem uczciwym człowiekiem i żyję w zgodzie ze swoim sercem – mówiła. Oznajmiła, że chce „przebić mur”, który powstał „pomiędzy Putinem a narodem”, sugerowała, że Putin jest dezinformowany przez swoje otoczenie, i nagłośniła kilka niewygodnych dla Kremla wydarzeń z ostatnich tygodni, które odbiły się szerokim echem w Rosji, ale były omijane przez rządową propagandę. Opowiadała o niedawnej powodzi w Dagestanie, podczas której „ludzie nie otrzymali żadnej pomocy”.
– Chłopaki stamtąd pojechali na specjalną operację wojskową (tak w Rosji oficjalnie nazywa się agresję na Ukrainę – red.), pozostawili swoje matki i domy, by służyć ojczyźnie – mówiła Bonia, twierdząc, że lokalne władze całkowicie porzuciły mieszkańców na pastwę losu.
– Przyjechał siedem czy dziesięć dni później gubernator, przed którym rozłożono czerwony dywan, by nie zamoczył nóg – opowiadała. Influencerka opowiedziała też Putinowi o tym, że po raz kolejny u wybrzeża turystycznej Anapy nad Morzem Czarnym pojawiła się „ogromna plama ropy, którą widać z kosmosu”.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
– Jest pan okłamywany, nie będzie tam żadnego sezonu turystycznego – mówiła.
Czytaj więcej
W piątym roku wojny z Ukrainą rosyjskiego dyktatora zaczynają krytykować środowiska dotychczas wiernie służące reżimowi. To jeszcze nie rewolucja,...
Alarmowała też, że politycy chcą zmienić prawo, „by zabijać chronione gatunki zwierząt”. – Nie jesteśmy głupimi ludźmi. Myślę, że chodzi o to, by zawłaszczyć pewne tereny, a następnie je zabudować – twierdziła. Stanęła w obronie syberyjskich rolników, którym niedawno władze odebrały krowy. Wywołało to lokalne protesty, a nawet pojedyncze starcia z policją.
– Zrobiono to po to, by urzędnicy mogli kłaść pieniądze do swoich kieszeni. Po co są rolnicy, jeżeli Miratorg (największy w Rosji producent wieprzowiny, wołowiny i drobiu – red.) może sprzedawać swoją produkcję w plastikowych opakowaniach – oburzała się.
Postanowiła wytłumaczyć też „żyjącemu w innym świecie” Putinowi, że zakazywane przez władze sieci społecznościowe są narzędziem reklamowym dla wielu rosyjskich przedsiębiorców. – Ludzie się wykańczają, średnie i małe przedsiębiorstwa umierają – przemawiała Bonia. Stanęła też w obronie rodziny prześladowanej i chorej na raka blogerki Walerii Czekalinej.
Influencerka kontra propagandyści Władimira Putina
W ciągu zaledwie kilku dni przemówienie influencerki obejrzało niemal 30 mln osób (Rosjanie omijają blokadę Instagramu, korzystając z VPN). Zareagować musiał nawet rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, który przekonywał, że blogerka poruszyła wiele tematów, do rozwiązania których „zaangażowano już wiele ludzi”. Z nieoficjalnych zaś informacji wiadomo, że Kreml nakazał lojalnym mediom nie kolportować apelu kobiety. Naczelny propagandysta Kremla Władimir Sołowiow, komentując przemówienie influencerki, nazwał ją „potrzepaną szaławą”, co w języku rosyjskim oznacza kobietę lekkich obyczajów. I zwrócił się do służb, by sprawdziły, „gdzie płaci podatki”, i „prześwietliły” jej osobę. Deputowany Dumy Witalij Mołonow nazwał z kolei blogerkę „eskortką”. Bonia już zapowiedziała, że złoży wobec nich pozew w imieniu własnym i innych zniesławianych rosyjskich kobiet. Opublikowała też na Instagramie nagranie (stworzone przez AI), w którym w stroju Spidermana walczy z propagandystami (obejrzało je już 10 mln ludzi).
Wiktoria Bonia popularność w Rosji zdobyła przy okazji znanego reality show „Dom-2” w 2006 r., którego uczestnicy budowali dom i dobierali się w pary w poszukiwaniu miłości. Później była prezenterką i celebrytką. Dziś stałym miejscem zamieszkania 46-latki, oprócz Rosji, jest także Monako.
Czytaj więcej
Rosyjscy politycy odcinają rodaków od „wrogiego Zachodu”, ale same nie spieszą się by rezygnować ze swoich willi i apartamentów w Europie.
– Przemówienie Boni ma ogromne znaczenie i nie obchodzi mnie jej przeszłość. Powiedziała prawdę i została usłyszana przez miliony Rosjan. Takich zasięgów rosyjska opozycja demokratyczna dzisiaj nie ma. Mówimy słuszne rzeczy, ale zamykamy się we własnym środowisku i nie mamy wpływu na sytuację wewnątrz kraju – mówi „Rzeczpospolitej” Lew Ponomariow, mieszkający obecnie w Paryżu, znany rosyjski dysydent i obrońca praw człowieka.
– To dobrze, że takie nagranie powstało, oby więcej. To daje nadzieję na to, że niespodziewane przemiany w Rosji mogą nas jeszcze zaskoczyć – dodaje.
Blogerka nie poruszyła jednak tematu wojny z Ukrainą. Świadomie?
– Oczywiście, że tak. Tego by jej nie wybaczono na Kremlu. To mogłoby się skończyć sprawą karną i uznaniem jej za „agenta zagranicznego” – dodaje. Bonia, która po swoim nagraniu stała się też gwiazdą czołowych europejskich mediów, w międzyczasie zdążyła już zadeklarować, że nie udzieli żadnego wywiadu i „nie zdradzi ojczyzny”.