W warunkach trwającej już piąty rok z rzędu wielkiej wojny z Ukrainą, totalnej cenzury, zmiażdżonych niezależnych mediów i odcinania Rosjan od globalnej sieci wydawać by się mogło, że Władimir Putin o „szczelność” własnej przestrzeni informacyjnej nie musi się obawiać. Wydarzenia w Rosji, które Kreml uważa za „wrażliwe”, nie są nagłaśniane przez rządowe telewizje, agencje informacyjne czy witryny internetowe. Wystarczyło jednak jedno nagranie popularnej rosyjskiej instagramerki, by zaburzyć „pokój” gospodarza Kremla i udowodnić, jak krucha jest tworzona przez reżim od lat zasłona informacyjna.