Jakub Osajda zeznał podczas posiedzenia sejmowej komisji śledczej do spraw tzw. afery wizowej, że był świadkiem sytuacji, gdy do byłęgo wiceministra spraw zagranicznych Piotra Wawrzyka zgłaszali się politycy z prośbą o interwencje.
- Były to różnego rodzaju sprawy, czasem były to sprawy związane z repatriacją. Tutaj pamiętam, że kontaktował się marszałek Bogdan Borusewicz - mówił.
Afera wizowa: Jakub Osajda mówi o telefonie Rafała Bochenka do Piotra Wawrzyka
- Minister Wawrzyk wskazywał, że na przykład Rafał Bochenek dzwonił, żeby do jakiegoś jego, czy jego rodzinnego gospodarstwa, byli pracownicy ściągnięci – dodał.
Dopytywany o sprawę rzecznika PiS, odpowiedział, że „chyba ci pracownicy przyjechali”.
Czytaj więcej
59,4 proc. ankietowanych w sondażu, przeprowadzonym przez UCE Research dla Onetu, zadeklarowało zainteresowanie pracami trzech komisji śledczych, d...
Rzecznik PiS komentuje i oczekuje przeprosin
Rafał Bochenek w mediach społecznościowych odniósł się do tej sprawy. „Nie wiem czego Pan Osajda się najadł, bo strasznie bredził dzisiaj przed komisją śledczą” - napisał rzecznik PiS.
„Nigdy nie ingerowałem, nie dopytywałem, ani nie kontaktowałem się z nikim z MSZ ws. wydawania wiz dla jakichkolwiek obywateli państw azjatyckich ( zwłaszcza do jakiegoś ” mojego gospodarstwa„). Wymienianie mojego nazwiska przez p. J. Osajdę w tym kontekście jest nadużyciem, konfabulacją i zwykłym kłamstwem. Zero wiarygodności!” - dodał.
Bochenek oczekuje od Osajdy przeprosin. Jeśli do tego nie dojdzie, to będzie rozważał podjęcie kroków prawnych.
Co wiemy o aferze wizowej
Afera wizowa zaczęła się od dymisji wiceszefa MSZ, Piotra Wawrzyka.
Wiceminister Piotr Wawrzyk został odwołany przez premiera Mateusza Morawieckiego i stracił funkcję w MSZ 31 sierpnia, polityk zniknął też z list wyborczych PiS. Jak podawał wówczas Onet, Wawrzyk został zdymisjonowany, ponieważ miał pomagać swoim współpracownikom stworzyć nielegalny kanał przerzutu imigrantów z Azji i Afryki przez Europę do Stanów Zjednoczonych. Z publikacji Onetu wynikało, że Wawrzyk przygotowywał listy osób, którym wizy miały być przyznawane w pierwszej kolejności, po czym przekazywał je konsulom. W ramach takiego procederu wizy do Polski mieli — podawał portal — dostać fałszywi filmowcy z Indii, którzy odnaleźli się potem na granicy USA z Meksykiem.