Katalończycy już nie są zdrajcami. Amnestia za większość lewicy w parlamencie

Do Kortezów trafia amnestia dla separatystów, którzy sześć lat temu zorganizowali nielegalne referendum niepodległościowe. To cena za uzyskanie przez lewicowy rząd Pedro Sáncheza większości w parlamencie.

Publikacja: 03.11.2023 03:00

Pedro Sanchez

Pedro Sanchez

Foto: AFP

Lipcowe wybory w Hiszpanii wygrała konserwatywna Partia Ludowa (PP). Nie jest ona jednak w stanie – podobnie jak PiS w Polsce – zebrać większości głosów w 350-osobowym zgromadzeniu ustawodawczym – nawet przy udziale skrajnie prawicowego Vox. Król Filip VI powierzył więc liderowi lewicowej PSOE misję utworzenia gabinetu. Ugrupowanie to nawet z radykalnym Sumar może jednak zebrać jeszcze mniej niż sojusz prawicy: 152 głosy. Aby zdobyć większość, potrzebuje poparcia wszystkich pięciu partii regionalnych Kraju Basków, Galicji, a przede wszystkim Katalonii.

Czytaj więcej

Kataloński i baskijski stanowią element wywrotowy – te języki mogą nawet zdestabilizować Unię Europejską

Od kilku tygodni trwały więc poufne rozmowy z tymi ostatnimi. Chodzi o konkurujące ze sobą Junts per Catalunya (Razem dla Katalonii) zbiegłego do Brukseli Carlesa Puigdemonta i Republikańską Lewicę Katalonii (ER). Ich finałem jest zgoda Sáncheza na amnestię obejmującą około tysiąca katalońskich separatystów, którzy zdołali do tej pory umknąć przed wymiarem sprawiedliwości. Ustawa, którą ma przegłosować parlament, zakłada, że postawione im zarzuty zostaną wycofane, a sprawa będzie uznana za niebyłą.

Amnestia to "koniec demokracji"

Środowiska prawników reprezentowane przez Związek Zawodowy Magistratury (APM) wydało oświadczenie, w którym uznaje, że amnestia oznacza „koniec demokracji” i stanowi jawny przykład złamania konstytucji z 1978 roku. Zdaniem sygnatariuszy, jeśli zostanie przeprowadzona, będzie oznaczała, że władza ustawodawcza przejęła kompetencję władzy sądowniczej. Czy tak faktycznie jest, najpewniej rozstrzygnie Trybunał Konstytucyjny: zarówno PP, jak i Vox zapowiedziały, że skierują tam ustawę po jej spodziewanym uchwaleniu.

W preambule projektu znalazły się jednak wielokrotnie odwołania do ustawy zasadniczej. Dla Sáncheza ma to duże znaczenie polityczne: konstytucja z 1978 roku precyzuje, że żadna z 17 wspólnot autonomicznych nie może się wybić na niepodległość bez zgody w referendum całego narodu hiszpańskiego. Głosowanie za takim rozwiązaniem JpCat i ER jest więc ważnym aktem politycznym.

Sánchez przekonuje, że w ten sposób „zamknie rozdział” katalońskiej irredenty. To jednak uproszczenie. Zarówno Puigdemont, jak i wywodzący się z ER przewodniczący rządu regionalnego Katalonii (Generalitat) Pere Aragones zapowiadają, że niepodległość prowincji nadal będzie ich celem. Więcej, lider JpCat domaga się od Sáncheza powołania „międzynarodowego mechanizmu kontrolnego”, który będzie nadzorował „postępy rozmów w sprawie referendum w samej Katalonii”.

Oba ugrupowania konkurują zresztą między sobą o to, kto w rokowaniach nad powołaniem nowego rządu zrobi więcej dla sprawy katalońskiej. ER może pochwalić się, że udało jej się przenieść z Madrytu do Barcelony kontrolę nad siecią regionalnych połączeń kolejowych.

Hiszpanie obawiają się amnestii dla separatystów

Pomysł amnestii wywołuje duży niepokój wśród Hiszpanów – 53 proc. go odrzuca, a tylko 37 proc. popiera. Wielu wskazuje na to, że Sánchez będzie potrzebował wsparcia ugrupowań katalońskich nie tylko teraz, ale w trakcie całej kadencji rządu. A to dla Puigdemonta i Aragonesa stanie się okazją do uzyskania kolejnych koncesji od Madrytu i dalszego osłabiania hiszpańskiego państwa.

Czytaj więcej

Hiszpania: lewica zostaje u władzy. Pokerowa zagrywka Pedro Sancheza

Inaczej niż lider JpCat, większość działaczy ER stawiła się przed sądem i została skazana na kary wieloletniego więzienia. Pedro Sánchez, który w poprzedniej kadencji (od 2018 roku) też był premierem, przeforsował jednak zasadnicze skrócenie kar oraz taką reformę kodeksu karnego, która zastępuje przestępstwo „zdrady” znacznie lżejszym przewinieniem „naruszenie porządku publicznego”. To była część szerszej strategii odejścia lidera lewicy od rozprawienia się z katalońskimi nacjonalistami przez swojego konserwatywnego poprzednika Mariano Rajoya na rzecz podjęcia z nim dialogu. To przyniosło efekt: z sondażu powiązanego z władzami regionalnymi w Barcelonie centrum badań społecznych (CIS) wynika, że poparcie dla budowy niezależnego państwa spadło wśród mieszkańców Katalonii do 42 proc., podczas gdy 52 proc. jest temu przeciwna. W czerwcu burmistrzem katalońskiej stolicy został nawet wywodzący się z PSOE Jaume Collboni.

Kilka dni temu na spotkanie z Puigdemontem poleciał do Brukseli jeden z przywódców PSOE. Dał się sfotografować z tym, którego do tej pory uważano za zdrajcę. To poważny sukces lidera JpCat, który uzyskuje w ten sposób poważną legitymizację.

Jednak w rokowaniach z Katalończykami także Sánchez ma poważną kartę przetargową. Upadek rozmów i przedterminowe wybory mogą oznaczać zdobycie większości przez koalicję PP i Vox. To ostatnie ugrupowanie chce wrócić do układu z czasów dyktatury Franco, gdy Hiszpania była krajem scentralizowanym. Lider skrajnej prawicy Santiago Abascal chce więc odebrać gros kompetencji Katalonii. Zarzuca też Sánchezowi, że w poprzedniej kadencji wiele ustaw uchwalił przy wsparciu Bildu, baskijskiego ugrupowania będącego następcą terrorystycznej organizacji ETA i domaga się ich odwołania.

Lider PP Alberto Feijoo nie posuwa się tak daleko, ale zapowiada ponowne zaostrzenie kodeksu karnego przeciwko katalońskim nacjonalistom.

Lipcowe wybory w Hiszpanii wygrała konserwatywna Partia Ludowa (PP). Nie jest ona jednak w stanie – podobnie jak PiS w Polsce – zebrać większości głosów w 350-osobowym zgromadzeniu ustawodawczym – nawet przy udziale skrajnie prawicowego Vox. Król Filip VI powierzył więc liderowi lewicowej PSOE misję utworzenia gabinetu. Ugrupowanie to nawet z radykalnym Sumar może jednak zebrać jeszcze mniej niż sojusz prawicy: 152 głosy. Aby zdobyć większość, potrzebuje poparcia wszystkich pięciu partii regionalnych Kraju Basków, Galicji, a przede wszystkim Katalonii.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Joe Biden pomylił nazwiska Donalda Trumpa i Kamali Harris. Mówiąc o Zełenskim powiedział "Putin"
Polityka
Konta założone po inwazji na Ukrainę zalały Niemcy i Francję dezinformacją przed wyborami
Polityka
Przywódcy NATO pytają o stan Bidena. Orbán porównuje sytuację do katastrofy Titanica
Polityka
Współpracownicy Joe Bidena uważają, że powinien wycofać się z wyborów
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Polityka
Rośnie sceptycyzm wobec kandydatury Joe Bidena. Gorące debaty o jego zdrowiu
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą