Lider PO spotkał się z sympatykami PO w Sulechowie w woj. lubuskim.
Komentował m.in. dzisiejsze oświadczenie ministra obrony Mariusza Błaszczaka w sprawie rosyjskiej rakiety, która w grudniu naruszyła przestrzeń powietrzną Polski, a w kwietniu została odnaleziona przez cywila w lesie pod Zamościem koło Bydgoszczy.
Błaszczak wskazał, że osobą odpowiedzialną za zaprzestanie poszukiwań oraz niepoinformowanie zwierzchników o obiekcie jest dowódca operacyjny.
Czytaj więcej
Dowódca operacyjny zaniechał swoich instrukcyjnych obowiązków, nie informując mnie o obiekcie, który pojawił się w polskiej przestrzeni powietrznej...
Tusk ostro skomentował wystąpienie szefa MON.
- Minister Błaszczak, wzorcowy przykład politycznego tchórza, postanowił dziś zwalić winę na ludzi w mundurach - mówił Tusk.
Stwierdził, że minister obrony usiłuje wmówić Polakom, że rosyjska rakieta naruszyła polską przestrzeń powietrzną, wysłano za nią samoloty, ale spadła, i nie wiadomo, gdzie się podziała, a on, szef MON, nic o tym nie wiedział.
Lider PO zauważył, że szef rządu dowiedział się o incydencie dopiero pod koniec kwietnia, a prezydent - zwierzchnik Sił Zbrojnych RP "nic nie mówi". - To jest dramat - skwitował Tusk.
Były premier przypomniał, że gdy rządzącym nie spodobał się materiał wyemitowany przez TVN, do MSZ wezwano ambasadora USA. - Czy po tym incydencie wezwali ambasadora Rosji? Dlaczego milczeli? Co chcieli ukryć? — pytał Tusk.
Polityk przypomniał też słowa ministra Błaszczaka sprzed kilku miesięcy, gdy ten pytany był o przystąpienie Polski do europejskiego systemu obrony przeciwlotniczej.
Szef MON powiedział wówczas, że Polska nie jest zainteresowana dołączeniem do tego systemu - "to pewnie niemiecki pomysł" - bo ma "wielowarstwową ochronę przeciwrakietową", a polskie niebo jest "stuprocentowo bezpieczne".