To kolejna z wypowiedzi Duterte wymierzona w Zachód (prezydent Filipin wypowiada się krytycznie również o Stanach Zjednoczonych i ONZ). Odkąd Duterte został prezydentem Filipin Manila zbliżyła się do Moskwy i Pekinu.

- Przyjedźcie tu i porozmawiamy. Chcę was spoliczkować - mówił Duterte przemawiając do tłumu zgromadzonego przed pałacem prezydenckim.

Duterte skarżył się, że jego krytycy z UE chcieliby, żeby Filipiny budowały dla narkomanów kliniki, gdzie podaje im się kokainę i heroinę "jak w Holandii".

Od momentu ogłoszenia przez Duterte wojny z narkotykami (prezydent namawiał nawet w jej ramach do przeprowadzania samosądów), na Filipinach zginęło 8 tysięcy osób (tylko jedna trzecia to ofiary akcji przeprowadzonych przez policję).

Filipińskie władze odrzucają oskarżenia o to, że policja często nadużywa swoich uprawnień i odpowiada za tysiące zabójstw.

Sam Duterte drwi z oskarżeń organizacji pozarządowych, którzy obarczają go odpowiedzialnością za śmierć tysięcy osób. - Nawet, gdyby przyczyną śmierci była epilepsja, uznaliby, że to moja wina - zakpił.