Władysław Frasyniuk znalazł się na Krakowskim Przedmieściu wraz z przedstawicielami Obywateli RP, którzy próbowali zablokować marsz pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej odbywający się w ramach kolejnej miesięcznicy smoleńskiej. Demonstrujący zostali usunięci z trasy marszu przez policję.

- Faszyzm w tym kraju szaleje - kpił Brudziński, który następnie wypomniał Frasyniukowi, że ten nie uszanował apelu rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej i zakłócił marsz smoleński.

- Frasyniuk mówił o sobie, że jest barbarzyńcą w ogrodzie, dziś dał dowód swojego barbarzyństwa - stwierdził polityk PiS. W jego ocenie Frasyniuk "zobaczył niszę na gruzach po (Mateuszu) Kijowskim (byłym liderze KOD - red.) w którą warto wskoczyć". - Skonfliktowany z (Grzegorzem) Schetyną we Wrocławiu szuka swojego miejsca - dodał Brudziński.

Komentując słowa Frasyniuka, który stwierdził, że Lech Kaczyński byłby dziś po jego stronie, Brudziński zaapelował, by Frasyniuk "nie wycierał sobie gęby Lechem Kaczyńskim".

- Wasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Nic nie upoważnia do odbierania ludziom prawa do legalnej demonstracji - mówił kierując te słowa do protestujących przeciwko miesięcznicy smoleńskiej Brudziński.

Mówiąc o Frasyniuku Brudziński zwrócił też uwagę, że ten na Krakowskim Przedmieściu "naruszał nietykalność cielesną policjanta".