Donald Trump jest głównym gościem organizowanego w Orlando na Florydzie zjazdu CPAC. Rozpoczął swe wystąpienie przed godz. 23:00 czasu polskiego.

- Witajcie. Tęskniliście? - zaczął.

- Niezwykła podróż, którą wspólnie rozpoczęliśmy (...) cztery lata temu daleka jest od zakończenia - powiedział.

- Nasz ruch dumnych, ciężko pracujących amerykańskich patriotów dopiero się zaczyna, a na końcu wygramy - mówił.

Donald Trump ocenił, że bezpieczeństwo, dobrobyt i tożsamość Amerykanów są zagrożone "jak być może nigdy wcześniej".

- Bez względu na to, jak waszyngtoński establishment i wpływowe grupy interesu będą chciały nas uciszyć, nie ma wątpliwości - zwyciężymy, a Ameryka będzie silniejsza i wspanialsza niż kiedykolwiek wcześniej - przekonywał.

- Przez następne cztery lata dzielni Republikanie z tej sali znajdą się w samym środku wysiłków, by sprzeciwić się radykalnym Demokratom, kłamiącym mediom i ich toksycznej kulturze anulowania (ang. cancel culture). Chcę, byście wiedzieli, że będę kontynuował walkę przy waszym boku - powiedział Donald Trump.

- Zrobimy to, od czego zaczęliśmy - wygramy. Nie zakładamy nowych partii - oświadczył.

Dodał, że Partia Republikańska zjednoczy się i będzie silniejsza niż kiedykolwiek.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

- Nie zakładam nowej partii. To były fałszywe informacje - podkreślił były prezydent.

W przemówieniu Trump poruszył też temat wyborów prezydenckich. Odnosząc się do Demokratów, powiedział, że niedawno "przegrali oni Biały Dom". - Ale kto wie, kto wie, może zdecyduję się pokonać ich po raz trzeci - dodał, nawiązując w ten sposób do wyborów prezydenckich z lat 2016, 2020 (które Trump uważa za wygrane przez siebie) i 2024.

W dalszej części wystąpienia Donald Trump krytykował posunięcia administracji Joe Bidena m.in. dotyczące imigracji i polityki energetycznej. - W ciągu jednego krótkiego miesiąca przeszliśmy od "Ameryka na pierwszym miejscu" do "Ameryka na ostatnim miejscu" - mówił, wymieniając jako przykład "nowy i okropny kryzys" na południowej granicy Stanów Zjednoczonych.