Spośród owych 1867 głosów 73 proc. oddano na Jedną Rosję Władimira Putina.
Urzędnicy twierdzą jednak, że głosowanie przebiegło zgodnie z prawem i nie było żadnych nieprawidłowości.
Reuters zapewnia jednak, że jego dziennikarze byli obecni w punkcie wyborczym od momentu rozpoczęcia głosowania do momentu, gdy zakończyło się liczenie głosów.
Reporterzy agencji twierdzą, że widzieli mężczyznę - oficjalnie męża zaufania Jednej Rosji - który kilka razy podchodził do urny i dorzucał do niej karty wyborcze.
- Musimy zapewnić 85 proc. głosów dla Jednej Rosji. W innym przypadku car przestanie nam dostarczać pieniądze - powiedział Siergiej Liutikow, mężczyzna, którego cytuje Reuters. Według agencji określenie "car" odnosiło się do Putina.
Reuters podkreśla, że jego reporterzy obserwowali głosowanie w sześciu punktach wyborczych - we wszystkich dopatrzyli się nieprawidłowości.
Przedstawiciele kierownictwa Jednej Rosji w oświadczeniu wysłanym agencji Reuters zapewniają, że nie polecali nikomu fałszowania wyników wyborów. Dodają, że wszystkie nieprawidłowości będą sprawdzane przez komisje wyborcze, a odpowiedzialni za nie będą ukarani.