16 listopada grupa ok. 100 agresywnych imigrantów zaatakowało ogrodzenie i polskich funkcjonariuszy, rzucając w nich kamieniami, butelkami i granatami hukowymi. Atak trwał kilka godzin, kilku polskich policjantów, a także funkcjonariuszka Straży Granicznej i żołnierz zostali ranni. Imigranci mieli rzucać w polskich funkcjonariuszy i żołnierzy m.in. granatami hukowymi, które dostarczyć miały im białoruskie służby. Tymczasem strona białoruska informowała, że to polscy żołnierze i funkcjonariusze rzucali w imigrantów granatami hukowymi.

Czytaj więcej

Kuźnica: Imigranci atakowali polskich funkcjonariuszy. Policjant ranny

Teraz Wołkow poinformował, że otrzymał ekspertyzy z badań próbek granatów hukowych, których - rzekomo - mieli używać Polacy. - Możemy z pewnością potwierdzić użycie co najmniej dwóch typów granatów hukowych - dodał.

Wołkow wyjaśnił, że jeden ze zidentyfikowanych rodzajów granatu jest wypełniony gazem łzawiącym.

Białoruscy śledczy mieli znaleźć na analizowanych próbkach m.in. ślady 2-Chlorobenzylidenomalononitrylu (drażniącego bojowego środka trującego) oraz deltametryny, toksycznego środka owadobójczego.

Wołkow stwierdził, że "użycie wykrytych substancji (...) było zdecydowanie groźne dla życia i zdrowia osób (...) w rejonie, w którym je rozproszono".