Sprawę nagłośnił na Twitterze dziennikarz TVN24 Konrad Piasecki.

Posłowie i senatorowie Koalicji Obywatelskiej dostali właśnie sms-y, że »w związku z oświadczeniem Donalda Tuska« proszeni są" o konsultowanie wypowiedzi w mediach i social mediach w tej sprawie z rzecznikiem prasowym Janem Grabcem" – napisał na Twitterze Konrad Piasecki, dziennikarz TVN24.

Chodzi o zdarzenie, do którego doszło wczoraj niedaleko Mławy. Przypomnijmy, że lider Platformy Obywatelskiej Donald Tusk został zatrzymany przez policję, po tym jak znacząco przekroczył prędkość w terenie zabudowanym.

Interia donosiła, że Tusk miał jechać 107 km/h. To spowodowało, że został nie tylko ukarany 500 zł mandatem, ale również stracił prawo jazdy na trzy miesiące.

Czytaj więcej

Donald Tusk stracił prawo jazdy. Jechał 107 km/h w terenie zabudowanym

Donald Tusk odniósł się do sprawy na Twitterze, przyznając się do błędu i wskazując, że kara była adekwatna do popełnionego przez niego czynu.

Wpis dziennikarza skomentowało wielu internautów: - Ależ my jesteśmy szczęśliwym krajem. Galopująca inflacja, osłabienie PLN, gigantyczny dług publ., codziennie umierają setki ludzi z powodu braku zarządzania epidemią, kryzys na granicy, rewolucja podatkowa, a dziennikarze się ekscytują pokornie przyjętym mandatem Tuska – napisała jedna z użytkowniczek Twittera.

Inna dodała: - Wielka sensacja. Posłowie PIS-u w żadnej sprawie się nie wypowiedzą bez przekazu z Nowogrodzkiej. Ich sms-y też Pan podczytuje?.

Do sytuacji w sposób żartobliwy odniósł się Radosław Sikorski. „Donalda Tuska do przyśpieszenia zmusił kierowca seicento" – napisał na Twitterze polityk.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

W lutym 2017 roku kraksę miał spowodować 21-latek Sebastian Kościelnik, jadący seicento, który chciał skręcić w lewo z głównej drogi, a nie zauważył kolumny – trzech aut BOR.

W środkowym, pancernym audi A8 jechała premier Szydło do domu pod Brzeszczami. Kierowca limuzyny, by ominąć fiata, odbił w bok i uderzył w drzewo.

Zdaniem szefa policji sprawca trzy godziny po zdarzeniu na komisariacie przyznał się do winy, „a trzech świadków potwierdziło, że słyszało sygnały dźwiękowe" rządowej kolumny.

Teraz do wpisu Radka Sikorskiego odniósł się sam Sebastian Kościelnik. - „Absolutnie nie zmusiłem pana premiera Tuska, by przyśpieszył! Jedna sprawa sądowa z udziałem byłej pani premier mi w zupełności wystarczy" – napisał na Twitterze Kościelnik.

Z kolei jak informuje Onet politycy PO faktycznie trzymają w tej sprawie język za zębami i nie chcą komentować wpadki Tuska nawet w nieformalnych rozmowach.

Jak ustalił portal, sytuacja z soboty wznieciła ponownie dyskusję nad prywatnym kierowcą dla Donalda Tuska.

Taki pomysł w kręgach partyjnych już się pojawiał, jednak Tusk nie chciał go przyjąć, ponieważ obawiał się, że za bardzo będzie kojarzony z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim, który zawsze przemieszcza się w asyście kierowcy i ochroniarzy.

Sprawę skomentował też były premier Leszek Miller, a dziś europoseł. – D. Tusk stracił prawo jazdy. Przekroczył prędkość i 50 km. Gdyby przydarzyło się to któremuś z liderów PiS, policjanci straciliby pracę, sprawa byłaby utajniona, nagrania z monitoringu uległyby samozniszczeniu, a miernik prędkości zaginąłby w wyniku roztargnienia personelu – napisał na Twitterze.