Były premier Słowacji został nagrany podczas spotkania w chacie myśliwskiej m.in. z jednym z najbogatszym biznesmenów w kraju Miroslavem Bödörem. Nagraniem ma dysponować prokuratura.

Robert Fico przyznał, że zachorował na COVID-19 podczas wakacji na Krecie. Pierwszymi objawami były bóle w klatce piersiowej i wysoka gorączka.

Następnego dnia zasłabł podczas śniadania. Pomocy udzielił mu niemiecki kardiolog, który siedział przy sąsiednim stoliku. Lekarz podejrzewał, że u premiera doszło do zawału serca. Po przewiezieniu do szpitala zdiagnozowano COVID-19.

Czytaj więcej

Szwecja: Komisja oceniła, że reakcja na epidemię była zbyt wolna

Fico w szpitalu został przyjęty przez słowackiego studenta medycyny, który zaalarmował dyrekcję szpitala, kto jest pacjentem. Premier Słowacji wypisał się ze szpitala i następne dwa tygodnie miał spędzić na kwarantannie.

- Przez jedenaście dni byłem zamknięty w klimatyzowanym pomieszczeniu z widokiem na morze. A po jedenastu dniach sfałszowałem test na COVID-19, ponieważ miałem mój test antygenowy był w porządku, ale nadal nie chcieli mnie wypuścić, dopóki nie miałem testu PCR - mówił na nagraniu.

Sytuacja komplikowała się również z powodu pożarów lasów, z którymi Grecja walczyła latem. - Co godzinę dostawaliśmy wiadomości na telefon, że mamy być ewakuowani z powodu pożarów - powiedział.

Na kolejnym nagraniu Fico ponownie skarżył się na problemy ze zdrowiem. Mówił o problemach z zatokami, utracie apetytu i osłabieniu. - To straszna choroba, a przecież nie chorowałem ciężko. Miałem normalną grypę - powiedział.

Były premier przyznał się na nagraniu, że podczas wakacji ktoś okradł jego biuro. Stracił pięćdziesiąt tysięcy euro i złote monety, ale nie zgłosił tego na policję, bo nie chciał się tłumaczyć, skąd wziął pieniądze.