- Natomiast nie ma zgody na przekraczanie granicy w sposób nielegalny - zastrzegł Przydacz.

Wiceminister był pytany m.in. o to, czy Straż Graniczna musi zagłuszać aktywistów, którzy na granicy próbują się skontaktować z koczującymi tam imigrantami.

- Strażnicy graniczni wykonują swoje obowiązki celem zapewnienia bezpieczeństwa granicy. Trzeba się zapytać jakie były komunikaty wygłaszane w kierunku tych osób. Ja nie wiem o czym była rozmowa. Jeśli te osoby, aktywiści, rozrywają płoty, umocnienia, być może również różnego rodzaju treści zachęcające do łamania prawa są tam głoszone - odparł.

Na pytanie o pomoc humanitarną dla tych imigrantów, Przydacz odpowiedział, że "oni są po stronie białoruskiej".

- Była propozycja konwoju humanitarnego, stał kilka dni na granicy z Białorusią, nie został wpuszczony - przypomniał.

- Imigranci są dokarmiani przez stronę białoruską, mają wodę - zaznaczył również.

Wiceminister zarzucił przy tym mediom i aktywistom domagającym się udzielenia pomocy imigrantom, że "grają w scenariuszu Aleksandra Łukaszenki".

- Nie udało (mu) się zalać nas migrantami, ponieważ granica jest dość szczelna, nie udało się wywołać kryzysu w Polsce, zmieniono taktykę i niestety część polskich mediów gra w tym koncercie - ubolewał Przydacz.

Minister podkreślił, że Polska granica jest coraz bardziej szczelna. Na pytanie czy w takim razie nie moglibyśmy wpuścić na terytorium Polski koczujących na granicy imigrantów bez obawy, że będzie to oznaczało szerszy napływ nielegalnych imigrantów do Polski, Przydacz odparł, że "wpuszczenie tych ludzi jest przekroczeniem prawa".

- Po drugie jest ustępstwem wobec Łukaszenki, który zobaczy, że może w ten sposób rozgrywać polską debatę publiczną. Po trzecie - za tą grupą przyjdzie kolejna setka, a za tą setką przyjdzie kolejny tysiąc. W efekcie pokażemy, że szlak imigracyjny północny jest otwarty - mówił.

Wiceminister wyraził też nadzieję, że ogrodzenie budowane na granicy zapewni jej "stuprocentową szczelność".