W Delegaturze Krajowego Biura Wyborczego w Łodzi sprawdzono 80 z 90 tys. podpisów złożonych pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum.
– Wnioskodawca przedstawił wystarczającą liczbę ważnych podpisów – mówi "Rz" dyrektor biura Grażyna Majerowska-Dudek.
Do przeprowadzenia referendom potrzebne było 60 396 podpisów. Kampania rozpocznie się jutro, po oficjalnym postanowieniu o przeprowadzeniu referendum przez Państwową Komisję Wyborczą.
– To dobra wiadomość dla łodzian, za dwa miesiące skończą się rządy prezydenta Kropiwnickiego, którego warto szybko odwołać, bo przygotował fatalny budżet na przyszły rok, ograniczając inwestycje – mówi Jarosław Berger, radny SLD. – Warto odwołać prezydenta. – Będziemy namawiać łodzian do przyjścia na referendum już od jutra, rozpoczynając akcję na rynkach i targowiskach.
Wiceprezydent Włodzimierz Tomaszewski powiedział zdecydowanie, że na referendum nie pójdzie. – Zwracam uwagę na jego bezsensowność tego pomysłu, bo z kasy miejskiej na referendum i ewentualne przyśpieszone wybory wydamy około 2,5 mln zł i to nie są jedyne koszty.Według moich analiz paraliż decyzyjny będzie nas kosztował 25 mln zł.
Tomaszewski twierdzi, że jako wiceprezydent zajmujący się inwestycjami wie ile trudu kosztuje zdobycie każdej złotówki, a teraz przez wile miesięcy inwestorzy nie będą chcieli rozmawiać, bo nie będą mieli z kim. – Inwestorzy nie rozumieją i powiadają „osiągnęliście dynamikę rozwoju i chcecie to zaprzepaścić”. Jestem przeciw kosztownej głupocie. Opowiadam się po stronie rozsądku. Witold Skrzydlewski, biznesmen i radny niezależny stwierdził wprost. – SLD zaproponowało miastu bajzel, żeby na trzy miesiące ktoś mógł posiedzieć w fotelu prezydenta.