Politycy współtworzący Europę Plus postanowili pokazać, że żywot tej inicjatywy politycznej nie zakończy się na wyborach do europarlamentu, dlatego sięgnęli po tematy krajowe. Dziś poseł Ryszard Kalisz i Wojciech Filemonowicz, szef SdPl, zamierzają zaapelować do wszystkich sił politycznych, w tym do premiera Donalda Tuska, o powołanie okrągłego stołu w sprawie bezpieczeństwa na drogach.

Ten temat został wybrany nieprzypadkowo, bo jest on od dawna konikiem Filemonowicza, którego partia przystąpiła do Europy Plus, a jej lider najwyraźniej skłonił pozostałych sygnatariuszy porozumienia, by na początek zajęli się właśnie tą kwestią.

– Polityka ministra transportu Sławomira Nowaka polegająca na stawianiu setek nowych radarów zbankrutowała w długi majowy weekend, który pod względem liczby wypadków śmiertelnych na drogach był jednym z najgorszych od lat – mówi w rozmowie z „Rz" Filemonowicz. – Nadal na drogach szaleją piraci i pijacy.

Lider SdPl uważa, że wszystkie partie wezmą udział w ich inicjatywie, bo przecież w grę wchodzi życie ludzkie. Dodaje też, że bezpieczne drogi będą elementem wizji fajnej Polski, którą Europa Plus przedstawi jesienią i która będzie się diametralnie różniła od wizji IV RP.

– Będzie to Polska, w której nie ściga się młodego człowieka za jointa, Polska z bezpiecznymi drogami, bezpieczeństwem na rynku pracy, bez barier dla przedsiębiorców i z dobrym miejscem w Unii Europejskiej – snuje tę wizję Filemonowicz.

Czy bezpieczeństwo w ruchu drogowym jest tematem, który porwie Polaków?

Prof. Kazimierz Kik, politolog z uniwersytetu w Kielcach, nie może uwierzyć, że Europa Plus postanowiła wziąć na sztandary akurat tę kwestię.

– Oni chyba urwali się z choinki – dziwi się Kik. – Cała Polska żyje zupełnie innymi problemami. Ludzie odczuwają skutki rosnącego bezrobocia, rozwarstwienia społecznego, marginalizacji. Dyskutują o tym, czy wejść do strefy euro. A Europa Plus chce rozprawiać o bezpieczeństwie na drogach. To świadczy o braku pomysłu na Polskę.

Według Kika problem nowej formacji politycznej polega na tym, że jej liderzy mają zupełnie różne zainteresowania polityczne i każdy ciągnie w swoją stronę.

– Boję się jednak, że rozpoczynanie ofensywy politycznej od bezpieczeństwa ruchu drogowego jest najgorszym pomysłem z możliwych – komentuje politolog.