Kosiniak-Kamysz tłumaczył, że Stronnictwu nie chodzi wyłącznie o "zapakowanie się do Sejmu" - jak się wyraził. Zapewnił, że gdyby chodziło tylko o to, koalicja powstałaby już dawno.

- Nie chodzi o samo bycie dla bycia. Chodzi o nasz program i reprezentowanie ważnych dla nas wartości - przekonywał.

Szef ludowców ironicznie zauważył, że w obecnej kampanii PSL spotyka wiele ciepłych uczuć od innych ugrupowań.

- Troszczył się o nas PiS w kampanii samorządowej, teraz troszczy się o nas PO. Damy sobie radę - stwierdził.

Czytaj także: PSL idzie środkiem

Kosiniak-Kamysz powiedział, że dla Stronnictwa w budowaniu koalicji istotna jest groźba utraty wyborców, a nie "SLD ani żadna inna patia".  Stwierdził, że wspólna lista z lewicą oznaczałaby utratę głosów i dla PSL, i dla lewicy.

- Lewica nie może być tak światopoglądowo wyrazista - tłumaczył Kosiniak-Kamysz. Zauważył, że "to co się działo" podczas Parady Równości w Warszawie, w której szedł również prezydent stolicy Rafał Trzaskowski, obrażało i wierzących, i niewierzących.

- Ubieranie sobie durszlaka na głowę i profanowanie jednej z najważniejszych modlitw dla katolików, jest nie do przyjęcia, jest obleśne i się na coś takiego nie zgadzam. Przykro mi, że Rafał Trzaskowski musiał iść w tym marszu - powiedział polityk.