SLD jest praktycznie jedyną z czterech największych partii, która nie wybrała jeszcze swojego kandydata na prezydenta (PSL, tak jak PO, zapewne poprze Bronisława Komorowskiego, PiS wystawił Andrzeja Dudę). Jego poszukiwania ujawniają panujący w partii nastrój rezygnacji i brak wiary w wyborczy sukces.

Weryfikacji nie chce się poddać lider ugrupowania Leszek Miller. Jak twierdzą nasi rozmówcy, boi się, że słaby wynik byłby dla niego w polityce gwoździem do trumny. – A liczyć mógłby tylko na twardy elektorat SLD – mówi nam jeden z działaczy Sojuszu.

Namawiano dawnego lidera Sojuszu Wojciecha Olejniczaka. W pewnym momencie wydawało się nawet, że jego start jest przesądzony. – Miał już złożony swój sztab. Ale potem ktoś mu odradził start – przyznaje nam jeden z liderów SLD.

Próby przekonania Olejniczaka nie ustały. – Miller dzwonił nawet w tej sprawie do jego ojca – zdradza nam członek władz partii, ale dodaje, że to tylko rozsierdziło Olejniczaka: – On widzi, że partia jest w rozsypce i przy takim poparciu sam by się spalił.

Namawiano też Marka Balta i Katarzynę Piekarską, ale odmówili. – Kasia była tylko sondowana – zaznacza nam osoba z otoczenia Millera. – A propozycja Balta nie była poważna. Zgłosiły go śląskie struktury, ale pomysł szybko upadł – dodaje, przyznając, że poseł też nie był zainteresowany.

Na ostatnim posiedzeniu Rady Krajowej Sojuszu Miller zgłosił secesjonistę Ryszarda Kalisza. On akurat nie ukrywa zainteresowania. – Oficjalnie powiedziałem już, że chętnie powalczę – przyznaje „Rzeczpospolitej" i deklaruje, że ma poparcie niemal całej pozaparlamentarnej lewicy. Problem w tym, że nie chcą go działacze SLD. – W tym środowisku jest już spalony. Ta kandydatura na pewno nie uzyska rekomendacji – zapewnia nas osoba zaangażowana w poszukiwania.

– Prosił się nie będę – kwituje Kalisz.

Do startu pali się była europosłanka Joanna Senyszyn, ale tej kandydatury nie traktuje się w partii poważnie. – Nie żartujmy. Ona ma bardzo wąski elektorat – twierdzi jeden z naszych rozmówców.

Promować swoją kandydaturę próbuje też sekretarz generalny partii Krzysztof Gawkowski, ale on również jest bez szans. – W partii się z tego śmieją. Co on osiągnął? Przegrał jedynie dwie kampanie (ostatnio nie dostał się do sejmiku Mazowsza – red.) – mówi jeden z posłów, ale zastrzega, że nie wiadomo, „do czego posunie się Miller".

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Mimo tych problemów rzecznik SLD Dariusz Joński zapewnia, że do 15 stycznia partia na pewno przedstawi kandydata. – Szukamy najlepszej osoby – zapewnia.

Z informacji „Rzeczpospolitej" wynika, że na giełdzie pojawiły się dwa nowe nazwiska: prezydenta Częstochowy Krzysztofa Matyjaszczyka i byłej szefowej MEN Krystyny Łybackiej. – Matyjaszczyk jest młody (ma 40 lat – red.), byłby symbolem nowego otwarcia. Ma za sobą dwa wyborcze zwycięstwa i jest w stanie wsiąść w autobus, objechać Polskę i zjednać sobie wyborców – zachwala go jeden z liderów SLD. – A poza tym sam nie mówi „nie".

A Łybacka? – Jest kobietą, a to w starciu z dwoma mężczyznami jest dużą korzyścią. Ma duży dorobek i odpowiedni wiek. Jej start nie wzbudziłby zazdrości – argumentuje.

W partii słychać jednak, że potencjalnych kandydatów może być więcej. – W grze są na pewno dwie kobiety, ale nazwisk przewija się bardzo dużo – mówi nam jeden z działaczy.

Ewentualny kandydat nie będzie miał łatwo. W SLD się nie przelewa. Po środkach ze sprzedaży warszawskiej siedziby na Rozbrat nie ma już śladu, a subwencja jest znacznie niższa niż w przypadku PO i PiS.

– Nie ma co ukrywać, w kampanii nie będziemy szastać pieniędzmi – mówi wpływowy działacz. – Ale pieniądze to nie wszystko. Zaprezentujemy zupełnie nowy program. Może się uda.