Projekt ustawy o możliwości przejścia na emeryturę po 40-letnim okresie składkowym jest dla PO problemem już od kampanii prezydenckiej. W maju, po przegranej pierwszej turze wyborów, jego złożenie zapowiedział były prezydent Bronisław Komorowski. Gdy się z niego wycofał, przejął go koalicyjny PSL.
Politycy obozu rządzącego od początku byli w trudnej sytuacji. Nie mogli krytykować Komorowskiego przed decydującym starciem z Andrzejem Dudą, wiedząc, że projekt stanie się problemem w późniejszej kampanii parlamentarnej. Reforma podnosząca wiek emerytalny kobiet i mężczyzn do 67. roku życia stała się jednym z głównych punktów sporu z PiS.
Poprawki PSL
Ostatecznie Komorowski, choć był on jedną z jego kluczowych obietnic w drugiej turze, projektu nie przygotował. Po przegranej Kancelaria Prezydenta wycofała ustawę z konsultacji, tłumacząc to krótkim okresem do zakończenia kadencji.
Następnego dnia rzecznik PSL Jakub Stefaniak poinformował, że inicjatywę przejmują ludowcy. „Projekt wymaga dopracowania" – napisał na Twitterze.
Na czym polegały poprawki? – Usunęliśmy kryterium wieku rozpoczęcia pracy. W prezydenckim projekcie do przejścia na emeryturę nie kwalifikowały się osoby, które zaczęły pracować przed 20. rokiem życia – mówi poseł Henryk Smolarz, który w PSL pilotuje ustawę.
Przebić się w mediach
Ludowcom zależy na tym, by ich projekt trafił pod obrady Sejmu, zanim swoją propozycję zmian w systemie emerytalnym złoży prezydent Duda.
To element kampanijnej walki z PiS polegający na odcięciu się od koalicyjnej decyzji z 2012 r. podnoszącej wiek emerytalny. Dlatego doszło do porozumienia z PO, z którego wynikało, że pierwsze czytanie odbędzie się na ostatnim posiedzeniu Sejmu, tuż przed zaprzysiężeniem nowej głowy państwa. – Mieliśmy taką obietnicę, ale pani marszałek z niewiadomych powodów nie wprowadziła tego do porządku obrad – przyznaje Smolarz.
Marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska jest na urlopie. – Pani marszałek zrobiła to, co mogła, i skierowała projekt do komisji – tłumaczy jej asystentka Joanna Gajda.
PSL walczy jednak, by pierwsze czytanie odbyło się na sali plenarnej, a nie na posiedzeniu komisji. To zaś pozwala przebić się z tematem do mediów. Choć ludowcy przekonują, że szefowie klubów PO Rafał Grupiński i PSL Jan Bury ustalili, że ustawa będzie miała poparcie całej koalicji, to w Platformie jest to wciąż trudny temat. – Oni żałują, że sami zaspali i nie przechwycili tej inicjatywy. Wtedy mogliby jakoś z tego z twarzą wybrnąć – przekonuje jeden z naszych rozmówców w PSL.
– Nie sądzę, żeby PO publicznie chciała wyrazić negatywne stanowisko o projekcie – dodaje Smolarz.
Zdążyć przed Dudą
Mimo zmian dokonanych w projekcie PSL przejął wyliczenia prezydenckie. Według nich w 2016 r., czyli pierwszym roku obowiązywania ustawy, wydatki na emerytury wzrosną o 1,3 mld zł, a wpływy ze składek spadną o 400 mln zł. Już po trzech latach te sumy wzrosłyby odpowiednio do 2,5 mld zł i 900 mln zł. Są to dość optymistyczne szacunki, bo zakładają, że jedynie co czwarty uprawniony skorzysta z możliwości wcześniejszego przejścia na emeryturę.
Ludowcy liczą, że Sejm zajmie się projektem na pierwszym posiedzeniu po sejmowych wakacjach.
Wtedy też może wpłynąć projekt prezydencki. Jak mówiła w TOK FM szefowa kancelarii Dudy Małgorzata Sadurska, zyskuje on ostatnie „szlify". Ma być połączeniem założeń PiS oraz propozycji związków zawodowych. Te, podobnie jak PSL, proponują uznanie okresów składkowych.
Duda zapowiedział, że projekt musi respektować wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który zrównał wiek emerytalny kobiet i mężczyzn.
Ludowcy liczą, że ich projekt zostanie uchwalony w tej kadencji. W razie niepowodzenia mają inny plan na kampanię – przypominanie zmian, którymi złagodzili „reformę 67", jak choćby emerytury częściowe. – Zdajemy sobie sprawę, że one mogą być trudne do zrozumienia – przyznaje poseł Smolarz.