– Nasi politycy powinni budować kraj, a nie swoje portfele – powiedział dziennikarzom jeden z demonstrantów w Bagdadzie.
Od wtorku najpierw stolicą kraju, a potem i kolejnymi pięcioma miastami wstrząsnęły nagle rozruchy, które zamieniły się w krwawe pogromy. Siły bezpieczeństwa, nie potrafiąc zapanować nad ulicami, zaczęły strzelać ostrą amunicją wprost do manifestantów. Niektóre manifestacje ostrzeliwane były przez wojskowych snajperów. Do niedzieli zginęły co najmniej 102 osoby. Rannych jest od tysiąca do 3,5 tys., nie wiadomo ilu jest aresztowanych.