W zaciszu gabinetu marszałka Sejmu trwają rozmowy nad zmianami w przepisach regulujących prace podczas posiedzeń. Nie ma jednak jeszcze gotowych rozwiązań, tylko padają różne propozycje. Nieprawdziwe okazały się wtorkowe doniesienia, jakoby posłowie mieli być karani zakazem wyjazdów za granicę. Co więcej, zmiany mogą być przeprowadzone w porozumieniu z klubami opozycyjnymi.
W środę głos w tej sprawie zabrali politycy Prawa i Sprawiedliwości, ale jak zaznaczyli, to nie ich klub parlamentarny zadecyduje o zmianach, tylko marszałek Marek Kuchciński i prezydium Izby. – Sejm to nie jest Hyde Park, gdzie każdy może przyjść i pleść, co mu ślina na język przyniesie – mówił poseł PiS Jacek Sasin.
Opozycja podnosiła larum, że jedną z propozycji byłoby ograniczenie możliwości zgłaszania wniosków formalnych tylko przez przewodniczących klubów, kół i posłów niezrzeszonych. Dzisiaj odpierał te zarzuty poseł Sasin, który twierdził, że obecny model składania wniosków i zadawania pytań się nie sprawdził, bo wiele z nich nie miało nic wspólnego z regulaminową definicją.
Potwierdzają to statystyki, do których dotarliśmy w Kancelarii Sejmu. Od początku VIII kadencji do 9 stycznia bieżącego roku wszystkie kluby złożyły 448 wniosków, ale tylko 132 z nich były poprawne. Dlaczego marszałek wywodzący się z PiS może chcieć forsować ograniczenia, aby tylko doświadczeni liderzy mogli składać wnioski formalne? Odpowiedź dostrzegamy w liczbach. Obóz władzy złożył ich 41 (21 poprawnych), w przeciwieństwie do pozostałych ugrupowań.
Platforma na 232 próby tylko 60 razy zrobiła to prawidłowo, Kukiz'15 złożył 33 wnioski (12 właściwie), Nowoczesna tylko 30 razy (z 80), a ludowcy pięciokrotnie mimo 32 prób. Można odnieść wrażenie, że większość z tych wniosków opozycji była nie do końca przemyślana, jeśli w efekcie osiągnęła tak niską skuteczność.