Zainfekowane niebezpiecznymi czipami miały być płyty główne serwerów produkowanych przez Supermicro, giganta branży komputerowej. – Atakowanie Supermicro można porównać z atakiem na Windowsa, to tak, jakbyś zaatakował cały świat – komentował anonimowy przedstawiciel amerykańskich służb specjalnych.

Dla nikogo, kto śledzi świat technologii, ta informacja nie powinna być zaskoczeniem. Wszak od kilku lat amerykańskie służby ostrzegają klientów przed kupowaniem chińskich smartfonów, choćby firm Huawei i ZTE, zarzucając im szpiegowanie użytkowników. Instytucje państwowe w USA dostały rekomendacje, by omijać z daleka chiński sprzęt, w styczniu zaś chińskim smartfonom stanowcze „nie" powiedział największy operator w Stanach, czyli AT&T. Z kolei kilka tygodni temu rząd Australii zdecydował o wykluczeniu Huawei z prac nad siecią komórkową nowej generacji 5G. Wolał stawiać na technologie droższe, byle nie opierać rozwoju swoich sieci komórkowych na firmie, która przekazuje dane o użytkownikach chińskim służbom.

Jednak publikacja Bloomberga jest o tyle istotna, że pokazuje czarno na białym to, o czym mówiło się mniej lub bardziej oficjalnie od dawna: chiński skok technologiczny jest ściśle związany z inwigilacją obywateli. Rząd w Pekinie daje mieszkańcom możliwość uczestniczenia w najnowocześniejszych zdobyczach naukowych i technologicznych świata (o przewagach Państwa Środka i systemie inwigilacji pisze w tym „Plusie Minusie" Grzegorz Lewicki >P6) w zamian za absolutne posłuszeństwo i całkowite zrzeczenie się prywatności.

I choć z pozoru może się wydawać, że sprawa dotyczy „tylko" Chin, to przecież jest to w tej chwili nie tylko największy kraj świata, ale w dodatku jedna z najszybciej rozwijających się gospodarek, a także jeden z liderów wyścigu technologicznego. Zasadne staje się więc pytanie o to, czy model chiński jest wyjątkiem w rozwoju cywilizacyjnym, czy też stanie się wzorem tego rozwoju. Któż nie chciałby korzystać z tak masowych narzędzi kontroli obywateli, jakie dają nam dzisiaj technologie? Czy demokratyczne rządy są w stanie oprzeć się pokusie stosowania nie tylko analiz big data połączonych z inwigilacją milionów urządzeń, których używamy na co dzień?

Bo totalna inwigilacja to drugie, ciemniejsze oblicze rozwoju technologicznego. Przecież to nie przypadek, że tworzący najpotężniejsze narzędzia cyfrowego panowania nad obywatelami Chińczycy potrzebują zarazem superwydajnych komputerów czy też ścigają się z amerykańskimi koncernami o to, kto szybciej wprowadzi w życie rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Im rozwój szybszy, im więcej sfer życia podlega digitalizacji, im szerzej stosujemy narzędzia informatyczne, tym większe obszary rzeczywistości stają się podatne na cyfrową inwigilację. Kiedyś wizje Orwella mogły się wydawać science fiction. Dziś nie trzeba budować żadnych nowych narzędzi, by kontrolować każdy ruch, a nawet myśl obywatela. Bo te narzędzia już istnieją. Każdy z nas codziennie z nich korzysta.

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95