Nie, nie chodzi wcale o alkohol, narkotyki, życie płciowe czy coming outy 16-letnich bohaterów serialu, którzy uczą się w ekskluzywnej szkole w stolicy Włoch. To tylko sztafaż, podobnie jak piękne pałace, wille czy eleganckie mieszkania, w których mieszkają nieprzyzwoicie bogaci bohaterowie.
Tym, co w serialu najciekawsze – i co może dla rodziców stanowić przewodnik po nieznanym świecie – jest rola, jaką w życiu bohaterów odgrywają media społecznościowe i smartfony.
Małe urządzenie staje się ich pośrednikiem w kontakcie ze światem. I mniejsza o kilka pikantnych sytuacji, gdy kochankowie nagrywają na telefon swoje miłosne uniesienia. Tu chodzi o całe życie. Część akcji poznajemy w ogóle dzięki temu, że któryś z bohaterów przegląda filmiki z imprez, spacerów, przerw lekcyjnych. Niektóre dialogi pojawiają się na ekranie w postaci pisanych przez bohaterów wiadomości.
Wspomnienia, owszem, są zapisywane w pamięci, ale jest to pamięć smartfona. Przeżycie ma sens, tylko jeśli jest uwiecznione krótkim klipem wrzuconym następnie do sieci. Ten proces cechuje nie tylko egotyków, którzy narcystycznie zabiegają o uznanie innych, bo filmów nie wrzuca się do sieci jedynie po to, by ktoś je polubił. To coś więcej – doświadczenie, które nie zostanie udostępnione czy opatrzone komentarzem, jest jakby niepełnowartościowe. Życie rozgrywa się nie wtedy, gdy dokonuje się w rzeczywistości, ale dopiero z chwilą, gdy trafi do serwisu społecznościowego. I choćby dlatego warto zobaczyć ten serial.
„Rzymskie dziewczyny", reż. Andrea De Sica, Anna Negri, prod. i dystr. Netflix