Reklama
Rozwiń
Reklama

„Mowa ptaków”. Hańba zwyciężonym

Dziwna to była armia, a w zasadzie niedobitki jednego z ostatnich jej oddziałów, skoszarowane we wnętrzu najbardziej studyjnego ze studyjnych kin Krakowa. Kilku starszych panów w za dużych marynarkach i młodych kobiet ze zbyt wielkimi okularami na nosach. Ale nie ich umundurowanie ani liczebność były najdziwniejsze, tylko nastrój triumfu, jaki wśród nich panował. Ulgi i pokrzepienia, że skoro ta wojna już i tak dawno jest przegrana, to dobrze chociaż, że umieramy osamotnieni i pozbawieni jakiejkolwiek nadziei. Chwała zwyciężonym. Jesteśmy bohaterami własnych pieśni.
„Mowa ptaków”. Hańba zwyciężonym

Foto: materiały prasowe

Kolejną zwrotkę dopisały do nich recenzje filmu, który zgromadził nas tamtego wieczoru pod swoim sztandarem, „Mowy ptaków". Filmu, zgodnie z deklaracją jego reżysera, Xawerego Żuławskiego, umyślnie pretensjonalnego. Przerysowanego tak, że gryzmoły czterolatka to przy nim pejzaż impresjonisty. Ale i tak subtelnego i umiarkowanego w porównaniu z tonem, w jakim się o nim pisze. Tonem streszczonym w jednej z recenzji zdaniem: „Możecie tego nie zrozumieć, możecie wzgardzić i odrzucić, ale do jednego nie macie prawa. Nie możecie odmówić temu filmowi, że jest wybitny". Recenzji będącej jak ostatnia, wyświetlana zgodnie z ogólnym trendem po zakończeniu napisów końcowych, scena tego filmu.

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama