Özpetek już kilka razy czynił bohaterami filmów osoby nieheteronormatywne. Jakby chciał sprawdzić, czy jest przestrzeń dla inności w konserwatywnych Włoszech. W „On, ona i on" kobieta po śmierci męża odkrywała, że był on biseksualny. W „Mine vaganti. O miłości i makaronach" młody chłopak musiał wyjawić rodzicom, że jest gejem. Ale ostatni film Özpetka, choć jest wiwisekcją związku, niesie znacznie więcej. Staje się uniwersalną opowieścią o relacjach rodzinnych, przyjaźni, lojalności, zazdrości, odpowiedzialności.
„Bogini Fortuna skrywa sekret. To sztuczka magiczna, dzięki której zatrzymujesz przy sobie ukochane osoby. Jest prosta: wpatrujesz się w nie. Oczyma połykasz ich obraz, potem zamykasz oczy, aż do momentu gdy ten obraz dociera do twojego serca. Odtąd ta osoba będzie z tobą na zawsze" – mówi w filmie mały Sandro. Kiedyś usłyszał to od matki, która pracuje w muzeum.
Özpetek portretuje dwóch mężczyzn na zakręcie. Właściwie nigdy do siebie nie pasowali. Starszy Arturo jest inteligentem: porzucił pracę nauczyciela, ale nadal zajmuje się tłumaczeniami literatury. Młodszy, przystojny Alessandro, to hydraulik. I to on głównie ich utrzymuje. Połączyła ich kiedyś wzajemna fascynacja. Zamieszkali razem, ale postanowili, że ich związek będzie wolny. Był jeden warunek: dopuszczali tylko przelotne, nieraniące ich uczuć kontakty. Obaj tej umowy nie dotrzymują. Alessandro zdradza partnera na oczach znajomych. Arturowi przydarzył się dwuletni romans. Zresztą po latach namiętności wygasły, pozostała proza życia. Właśnie w tym momencie w ich domu zjawia się Annamaria. To ona kiedyś ich ze sobą poznała i choć była związana z Alessandrem, a jej syn Sandro jest bardzo do niego podobny – usunęła się na bok. Jest baronówną z Sycylii, w wielkiej posiadłości mieszka jej matka, ale Annamaria nie utrzymuje z nią kontaktu – ich przeszłość kryje mroczne tajemnice. Więc i teraz, kiedy idzie do szpitala, gdzie czeka ją operacja mózgu, nie liczy na rodzinę, tylko na przyjaciół.
Ferzan Özpetek w każdym niemal filmie daje świadectwo swojego urzeczenia włoskimi klimatami. W „Neapolu spowitym tajemnicą" złożył hołd tytułowemu miastu, w „On, ona i on" sfotografował rzymską dzielnicę Ostiense. Teraz znów pokazuje Wieczne Miasto, ale też wybiera się z kamerą do Sanktuarium Fortuny w Palestrinie i na południe Włoch – do sycylijskiego Palermo. Przede wszystkim jednak rysuje portrety głównych bohaterów. Aktorzy Stefano Accorsi i Edoardo Leo tworzą na ekranie postacie wyraziste, które przekonująco prowadzą „Sekret bogini Fortuny" od rozkrzyczanej po włosku komedii romantycznej do dramatu i tragedii. Grająca Annamarię Jasmine Trinca jest śliczna, świetnie poprowadzone są też dzieci. Gorzej jest z tłem, zwłaszcza na początku niepotrzebnie rozdętym, zagęszczonym przez postacie niemające charakteru ani znaczenia dla całej opowieści. Jak z bajki braci Grimm jawi się wizyta w posiadłości babci na Sycylii. Starsza pani, grana przez scenarzystkę Barbarę Alberti, jest mocno przerysowana, jakby z całkiem innej konwencji. Pewnie celowo, bo ma uosabiać postać wiedźmy, postrach dzieciństwa. Jednak jej styl nie pasuje do „ludzkiej" opowieści Özpetka.
Za mało tu chwil wyciszenia i za dużo chaosu, żeby „Sekret bogini Fortuny" powalił widza emocjonalnie. Ale trzeba przyznać, że film Özpetka wciąga, kilka scen wzrusza, a widz po przefiltrowaniu rozmaitych wątków i sytuacji znajdzie w nim coś dla siebie.