Chyba tylko nadmiarem nicości, plugastwa i antymaterii właśnie, których wystarczy dla wszystkich – dla ludzi, świata, wydawnictw i poezji wreszcie. „Wypisuję sobie nieobecność. Wypisuję się z tego i z tego” – pisze w najnowszym tomie, ale z oficyny a5 Ryszarda Krynickiego od trzydziestu lat się nie wypisał.
Każdy, kto kocha Świetlickiego, będzie go kochał dalej tak samo – każdy, kto go nie znosi, będzie nie znosił stabilnie – taki jest zbiór jego najnowszych wierszy. W „Wypisach” poeta wraca do ciemnych pieśni poskładanych z tych smutnych ruin codzienności. Intensywność jego negacji zaskakuje, powiedzmy, że energia i swada, z jaką poeta rzuca się na te smugi, które zostawia istnienie, na te kosmiczne dziury i martwe braki ma w sobie coś rzutkiego, żwawego. „Wypisuję się. A świat się nie kończy” – pisze, żeby parę kartek później stwierdzić, że „miga nowe życie / jak żartobliwe widmo”. I tak trwa ta upiorna huśtawka, tym razem bez większego społecznego czy politycznego ciśnienia.