„Borgia” nie jest lekcją historii, lecz operą grzechu. Alejandro Jodorowsky bierze dzieje rodu, który stał się synonimem kościelnej dekadencji, i przerabia je na brutalny spektakl o narodzinach nowoczesnej władzy: cynicznej, rodzinnej, mafijnej. Rzym roku 1492 nie przypomina tu centrum chrześcijańskiego świata. To miasto żądzy, korupcji i strachu, arena, na której Rodrigo Borgia wspina się ku tiarze papieskiej z determinacją gangstera i spokojem człowieka, który dawno przestał wierzyć w Boga, ale świetnie rozumie wartość religijnego symbolu.