Można odpoczywać jak Napoleon po Waterloo. Otoczony ludźmi, z których – po raz pierwszy od bardzo wielu lat – nikt niczego od niego nie chciał. Nie miał żadnego interesu, prośby albo, co gorsza, dobrej rady. Otoczony milczeniem, dzięki któremu wszystko staje się jasne. To koniec.
W pokoju obok stoi mosiężna wanna, woda już kończy się podgrzewać. Obojętni, lekko naburmuszeni służący przygotowują kąpiel dla człowieka, który wciąż jeszcze jest cesarzem Francuzów, postrachem Europy, złym snem dawnych dynastii i koronowanych głów sąsiednich państw. Wciąż jeszcze, ale tylko tu i teraz. Nie dalej niż do progu domu, będącego kwaterą główną, przed ostatnią bitwą jego epoki. Dać swoje imię czasom, które właśnie się kończą. Czy można więcej stracić? A bardziej odpocząć?