Reklama

Jan Maciejewski: Nauką jak młotkiem

Mają oni nam tyle samo do powiedzenia na temat prawd wiary, co taplające się w przydomowym basenie dzieci o pływach morskich.
Jan Maciejewski

Jan Maciejewski

Foto: Fotorzepa/Robert Gardziński

Uaktywniają się zawsze w okolicach świąt. Każdych, byle występowały w kalendarzu chrześcijan. Co nie znaczy, że poza nimi próżnują. Tak dużo jest przecież przesądów do obalenia, legend do rozwiania, słowem – ludzi do otrzeźwienia. Wyprowadzenia ich z zawinionego przez samych siebie stanu niedojrzałości. Pogotowie ratunkowe racjonalności. Brygady szturmowe Rozumu. Naukowcy na YouTubie.

Myślałem, że kolejny rok uda mi się wytrzymać, ale kiedy mignęła mi przed oczami któraś z kolei miniatura w rodzaju „Zmartwychwstanie – co mówi nauka”, „Boże Narodzenie – gdzie kończy się historia, a zaczyna legenda” czy „Dogmat o transsubstancjacji – fizyka kwantowa wyjaśnia” coś we mnie pękło. Każdy z tych, w swojej bańce niezwykle popularnych, internetowych autorytetów ma tyle samo do powiedzenia na temat wiarygodności prawd wiary, co taplające się w przydomowym basenie dzieci odnośnie pływów morskich. Ponieważ na tym właśnie polega współczesna nauka, z niepodważalnego autorytetu której korzystają nasi fizycy, bibliści i historycy. Na zawężeniu pola poznawczego. Ograniczeniu zasięgu prowadzonych badań. Coraz dalej i dalej idącej specjalizacji. I do pewnego momentu szło za tym to, co iść powinno – wstrzemięźliwość w dokonywaniu syntez, ostrożność w wysuwaniu wniosków natury ogólnej. Niestety, do czasu.

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama