Niewysoki, łysy siedemdziesięciolatek o grubych rysach wyszedł z londyńskiej oficyny, zatrzymał taksówkę i skierował się na Heathrow. Chciał być niewidoczny, więc ukrył głowę pod czarnym parasolem i założył ciemne okulary. Nie wiedział, bo skąd, że śledzą go bystre oczy agenta Yehudy. Oficer Mosadu nie spuszczał go z oczu cały dzień. Śledził od Heathrow, gdzie „obiekt” lądował koło południa, podążał za jego taksówką, na koniec słuchał i nagrywał całą rozmowę, którą łysy odbył z dobrze znanym bankierem nieopodal Soho.