Reklama

De Villiers, Antykomunista-rusofil

Jeśli Philippe de Villiers, czołowy przedstawiciel opcji prorosyjskiej na Zachodzie, jest z czegoś znany nad Wisłą, to głównie z tego, że dziesięć lat temu straszył swoich rodaków polskim hydraulikiem.

Publikacja: 13.11.2015 00:00

De Villiers, Antykomunista-rusofil

Foto: Fotorzepa/Waldemar Kompała

Ten francuski prawicowy polityk sprzeciwiał się wówczas dyrektywie Unii Europejskiej liberalizującej rynek usług we Wspólnocie. Można by zatem pomyśleć, że stoi po tej samej stronie co Marine Le Pen. Ale 66-letni de Villiers, w odróżnieniu od liderki Frontu Narodowego, nie jest populistą łączącym twardy nacjonalizm z akceptacją części zmian przeforsowanych przez świecką, liberalną nowoczesność. Le Pen jest rozwódką żyjącą w konkubinacie, która dopuszcza chociażby prawo do aborcji. Tymczasem de Villiers uchodzi za pobożnego katolika i przykładnego ojca wielodzietnej rodziny. To tradycjonalista odwołujący się do kontrrewolucyjnego dziedzictwa. W końcu pochodzenie zobowiązuje.

Jest arystokratą z Wandei – departamentu, którego ludność, stając w obronie monarchii i Kościoła, została w latach 1793–1794 zmasakrowana przez wojska republikańskie. Kobiety i mężczyźni w różnym wieku, w tym dzieci, byli okrutnie mordowani, nawet barki z wandejskimi jeńcami topiono w Loarze.

De Villiers zaczynał jako polityk mainstreamowy w partii gaullistowskiej. Ale ideowa pryncypialność zaprowadziła go na pozycje antyestablishmentowe. Usytuował się na prawo od Frontu Narodowego. Założył konserwatywne ugrupowanie Ruch na rzecz Francji, które pozostaje na marginesie wielkiej polityki, choć on sam odgrywa ważną polityczną rolę w swoim regionie i czterokrotnie (w latach 1994–2009) zdobywał mandat deputowanego do Parlamentu Europejskiego.

Swój stosunek do demokracji de Villiers wyraził słowami: „Wyborcy to konsumenci – wybierają prezydenta jak markę proszku do prania". Skądinąd sam dwukrotnie – w roku 1995 i 2007 – ubiegał się bezskutecznie o fotel głowy państwa.

Znamienne, że w przeszłości, w okresie zimnej wojny, nie miał on złudzeń wobec Związku Sowieckiego. Jako spadkobierca wandejskich kontrrewolucjonistów uważał komunizm za zło.

Reklama
Reklama

De Villiers jest miliarderem. Wiele lat temu w swoim regionie zainwestował pieniądze w budowę Puy de Fou – wielkiego parku rozrywki o tematyce historycznej, który odwiedza ponad 1,5 mln osób rocznie. Upamiętniony tam jest między innymi terror jakobinów w Wandei.

Nie przypadkiem na organizowane przez de Villiersa uroczystości z okazji 200. rocznicy wybuchu kontrrewolucyjnych działań w tym departamencie przybył Aleksander Sołżenicyn. Rosyjski pisarz w swoich dziełach pokazywał tragiczne skutki rewolucji październikowej. Rosja miała swoje Wandee – chociażby antybolszewickie ludowe powstanie w Tambowie w roku 1923, bestialsko stłumione przez Armię Czerwoną za pomocą gazów bojowych.

O de Villiersie zrobiło się głośno, gdy w ubiegłym roku poparł rosyjską aneksję Krymu. Spotykał się zresztą w Jałcie z Władimirem Putinem. De Villiers sprzeciwiał się sankcjom przeciwko Rosji. Opowiadał się za sprzedażą jej okrętów wojennych typu Mistral. Zawarł też kontrakt z rosyjskim oligarchą i politykiem nacjonalistycznym Konstantinem Małofiejewem w sprawie budowy kompleksu parków rozrywki na Krymie, przedstawiających historyczne związki półwyspu z Rosją. Jeden z parków ma być poświęcony najazdowi Napoleona na imperium Romanowów w roku 1812. Dla de Villiersa to „mało chlubny akapit we francuskiej historii". Francuski rojalista wstydzi się za Cesarza Francuzów, którego do korony wyniosła rewolucja, gdy już pożarła swoje dzieci. A że przy okazji w dawnym oficerze KGB i ludziach o podobnej przeszłości upatruje pobożnych prawosławnych, dzięki którym odradza się Święta Ruś? Nie jest jedynym politykiem zachodniej prawicy, który daje się nabrać na to wizerunkowe kłamstwo rozpowszechniane przez Kreml.

Popuśćmy zatem wodze fantazji i wyobraźmy sobie czarną przyszłość Starego Kontynentu podbitego przez postsowiecką Rosję. Władze okupacyjne pozwoliłyby pewnie de Villiersowi realizować swoje nieszkodliwe fascynacje bezpowrotnie utraconą przeszłością. Tak jak Putin dał Ramzanowi Kadyrowowi zielone światło na wprowadzenie w Czeczenii elementów islamskiego państwa wyznaniowego.

Plus Minus
Koniec „Stranger Things” – dlaczego stylistyka retro rządzi serialami i filmami
Plus Minus
„Dwaj prokuratorzy”: Przeszłość, która niepokoi
Plus Minus
„Highlands Fishing”: Moje pole!
Plus Minus
„Dandadan”: Poznaj moich kosmitów
Plus Minus
Teatralne perły (nie tylko dla konserwatysty)
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama