Są na tym świecie rzeczy, o których się filozofom nie śniło i do nich należy medialna charyzma. Nie sposób wyjaśnić, skąd się bierze. Mają ją naprawdę nieliczni. Większość ludzi występujących na ekranie, jak to się mówi w branży telewizyjnej, „nie przechodzi przez szkło”. „Parcie na szkło” niekoniecznie łączy się bowiem z medialną osobowością.

Ale nawet jeśli nie wiemy, skąd się bierze, to bez problemów potrafimy wskazać tych, którzy mają ekranową charyzmę. I kimś takim z pewnością jest Dagmara Kaźmierska. Wzięła się znikąd, to znaczy z reality show „Królowe życia” opowiadającego o życiu zamożnych kobiet. Bizneswoman z Kłodzka należała do najbarwniejszych postaci produkcji pokazywanej przez kanał TTV (należący do TVN). Dziś, kiedy „Królowych życia” już nie ma, wiadomo, że Dagmara Kaźmierska jako jedyna zrobiła karierę w show-biznesie.

Czytaj więcej

Mariusz Cieślik: Obalanie pomników, których nie było

Historia Dagmary Kaźmierskiej była znana już wcześniej

Słowo „kariera” nie jest tu wcale na wyrost. Miarą popularności celebrytów jest dziś liczba obserwatorów na Instagramie, a tych ma Dagmara Kaźmierska aż 1,2 miliona. Po epizodzie w TVN trafiła do jednego z kanałów Polsatu z własnym programem „Dagmara szuka męża”, a w końcu nawet do „Tańca z gwiazdami” – najpopularniejszego w Polsce programu rozrywkowego. Tańczyć nie umie, a mimo to – dzięki głosom widzów – dotarła aż do siódmego odcinka. Może weszłaby nawet do finału, gdyby sama nie zrezygnowała.

Może nie byłoby powodu, żeby o tym pisać, gdyby nie to, że takich historii jest więcej. Żeby daleko nie szukać, weźmy choćby historię Romana Polańskiego, który dopuścił się przed wielu laty czynu pedofilskiego. I choć ofiara przyjęła zadośćuczynienie i wybaczyła mu, wciąż spotykają go za to rozmaite szykany. 

Jej historia była znana już wcześniej. Sama opowiedziała ją w książkach z cyklu „Prawdziwa historia królowej życia”, które sprzedały się w kilkusettysięcznym nakładzie. Nawet ludzie średnio zainteresowani tematem, tacy jak ja, wiedzieli, że Dagmara Kaźmierska została skazana za stręczycielstwo i odsiedziała kilkanaście miesięcy. Najprościej rzecz ujmując: prowadziła przybytek zwany eufemistycznie agencją towarzyską. Z więzienia wyszła wcześniej za dobre sprawowanie i od tego czasu zajmuje się interesami najzupełniej legalnymi. Zważywszy, że jej były mąż został skazany za zabójstwo i udział w grupie przestępczej, nikogo chyba nie trzeba przekonywać, że Dagmara Kaźmierska należała do półświatka. Dlatego ujawnione przez goniec.pl zeznania prostytutki, którą miała kazać zgwałcić, nie powinny być zaskoczeniem. Zadawała się z przestępcami i sama łamała prawo – takie są fakty. Publikacja goniec.pl, która polegała na przepisaniu zeznań z akt i z dziennikarstwem nie ma wiele wspólnego, wywołała jednak lawinę. Programy z „królową życia” zaczęły znikać jeden po drugim z anten i serwisów VOD. Ba, skasowano nawet jej hasło w Wikipedii.

Czytaj więcej

Mariusz Cieślik: Wyborcy prawicy powinni mieć swoje media

Czyny Dagmary Kaźmierskiej budzą obrzydzenie, ale przecież została zresocjalizowana

Można to podsumować słowami: kto w mediach bryluje, ten od mediów ginie. Gdyby Dagmara Kaźmierska nie miała „parcia na szkło”, nikt by się jej przeszłością nie zajmował. Ale pytanie, które się nasuwa à propos jej historii, dotyczy bardzo poważnej kwestii: kiedy można uznać, że człowiek odpokutował już za swoje winy? Skoro odsiedziała swoje i nigdy już nie wróciła na drogę przestępstwa, to chyba jest dziś osobą zresocjalizowaną? Owszem, jej czyny budzą obrzydzenie, ale dziś chyba jest już innym człowiekiem.

Może nie byłoby powodu, żeby o tym pisać, gdyby nie to, że takich historii jest więcej. Żeby daleko nie szukać, weźmy choćby historię Romana Polańskiego, który dopuścił się przed wielu laty czynu pedofilskiego. I choć ofiara przyjęła zadośćuczynienie i wybaczyła mu, wciąż spotykają go za to rozmaite szykany. Albo wybitny scenarzysta Krzysztof Piesiewicz, któremu zdjęcia pod wpływem narkotyków zrujnowały karierę. A Michał Wiśniewski z Ich Troje, skazany właśnie za oszustwo niemające nic wspólnego z jego muzyką? Już dziś jest skreślony, a co będzie z nim dalej?

Nie mam gotowej odpowiedzi na pytanie, kiedy można uznać, że człowiek odpokutował za swoje winy. Ale jedno jest pewne: kiedyś taki moment powinien nadejść, bo każdy zasługuje na drugą szansę. No, może poza Hitlerem, jak słusznie zauważyła filmowa Bridget Jones.