Są na tym świecie rzeczy, o których się filozofom nie śniło i do nich należy medialna charyzma. Nie sposób wyjaśnić, skąd się bierze. Mają ją naprawdę nieliczni. Większość ludzi występujących na ekranie, jak to się mówi w branży telewizyjnej, „nie przechodzi przez szkło”. „Parcie na szkło” niekoniecznie łączy się bowiem z medialną osobowością.
Ale nawet jeśli nie wiemy, skąd się bierze, to bez problemów potrafimy wskazać tych, którzy mają ekranową charyzmę. I kimś takim z pewnością jest Dagmara Kaźmierska. Wzięła się znikąd, to znaczy z reality show „Królowe życia” opowiadającego o życiu zamożnych kobiet. Bizneswoman z Kłodzka należała do najbarwniejszych postaci produkcji pokazywanej przez kanał TTV (należący do TVN). Dziś, kiedy „Królowych życia” już nie ma, wiadomo, że Dagmara Kaźmierska jako jedyna zrobiła karierę w show-biznesie.
Czytaj więcej
35 lat wolnej Polski pokazało, że jesteśmy świetni w obalaniu pomników. Gorzej nam idzie ich stawianie.
Historia Dagmary Kaźmierskiej była znana już wcześniej
Słowo „kariera” nie jest tu wcale na wyrost. Miarą popularności celebrytów jest dziś liczba obserwatorów na Instagramie, a tych ma Dagmara Kaźmierska aż 1,2 miliona. Po epizodzie w TVN trafiła do jednego z kanałów Polsatu z własnym programem „Dagmara szuka męża”, a w końcu nawet do „Tańca z gwiazdami” – najpopularniejszego w Polsce programu rozrywkowego. Tańczyć nie umie, a mimo to – dzięki głosom widzów – dotarła aż do siódmego odcinka. Może weszłaby nawet do finału, gdyby sama nie zrezygnowała.
Może nie byłoby powodu, żeby o tym pisać, gdyby nie to, że takich historii jest więcej. Żeby daleko nie szukać, weźmy choćby historię Romana Polańskiego, który dopuścił się przed wielu laty czynu pedofilskiego. I choć ofiara przyjęła zadośćuczynienie i wybaczyła mu, wciąż spotykają go za to rozmaite szykany.
Jej historia była znana już wcześniej. Sama opowiedziała ją w książkach z cyklu „Prawdziwa historia królowej życia”, które sprzedały się w kilkusettysięcznym nakładzie. Nawet ludzie średnio zainteresowani tematem, tacy jak ja, wiedzieli, że Dagmara Kaźmierska została skazana za stręczycielstwo i odsiedziała kilkanaście miesięcy. Najprościej rzecz ujmując: prowadziła przybytek zwany eufemistycznie agencją towarzyską. Z więzienia wyszła wcześniej za dobre sprawowanie i od tego czasu zajmuje się interesami najzupełniej legalnymi. Zważywszy, że jej były mąż został skazany za zabójstwo i udział w grupie przestępczej, nikogo chyba nie trzeba przekonywać, że Dagmara Kaźmierska należała do półświatka. Dlatego ujawnione przez goniec.pl zeznania prostytutki, którą miała kazać zgwałcić, nie powinny być zaskoczeniem. Zadawała się z przestępcami i sama łamała prawo – takie są fakty. Publikacja goniec.pl, która polegała na przepisaniu zeznań z akt i z dziennikarstwem nie ma wiele wspólnego, wywołała jednak lawinę. Programy z „królową życia” zaczęły znikać jeden po drugim z anten i serwisów VOD. Ba, skasowano nawet jej hasło w Wikipedii.
Czytaj więcej
Medialne wykluczenie 9 czy 10 milionów obywateli o prawicowych poglądach nie może być dobre dla demokracji. I nie może się dobrze skończyć.
Czyny Dagmary Kaźmierskiej budzą obrzydzenie, ale przecież została zresocjalizowana
Można to podsumować słowami: kto w mediach bryluje, ten od mediów ginie. Gdyby Dagmara Kaźmierska nie miała „parcia na szkło”, nikt by się jej przeszłością nie zajmował. Ale pytanie, które się nasuwa à propos jej historii, dotyczy bardzo poważnej kwestii: kiedy można uznać, że człowiek odpokutował już za swoje winy? Skoro odsiedziała swoje i nigdy już nie wróciła na drogę przestępstwa, to chyba jest dziś osobą zresocjalizowaną? Owszem, jej czyny budzą obrzydzenie, ale dziś chyba jest już innym człowiekiem.
Może nie byłoby powodu, żeby o tym pisać, gdyby nie to, że takich historii jest więcej. Żeby daleko nie szukać, weźmy choćby historię Romana Polańskiego, który dopuścił się przed wielu laty czynu pedofilskiego. I choć ofiara przyjęła zadośćuczynienie i wybaczyła mu, wciąż spotykają go za to rozmaite szykany. Albo wybitny scenarzysta Krzysztof Piesiewicz, któremu zdjęcia pod wpływem narkotyków zrujnowały karierę. A Michał Wiśniewski z Ich Troje, skazany właśnie za oszustwo niemające nic wspólnego z jego muzyką? Już dziś jest skreślony, a co będzie z nim dalej?
Nie mam gotowej odpowiedzi na pytanie, kiedy można uznać, że człowiek odpokutował za swoje winy. Ale jedno jest pewne: kiedyś taki moment powinien nadejść, bo każdy zasługuje na drugą szansę. No, może poza Hitlerem, jak słusznie zauważyła filmowa Bridget Jones.