Lisa Palchyńska z Kijowa ma w telefonie zdjęcie kanapki. – Pod koniec maja przyjechałam wieczornym, spóźnionym pociągiem z Krakowa do Przemyśla. Była noc. Stałam na dworcu w długiej kolejce do odprawy paszportowej. Byłam głodna, zmęczona, poddenerwowana. Po czterech miesiącach wracałam do domu – wspomina (początek wojny i naloty na miasto przeżyła jeszcze w Kijowie). – W pewnym momencie podeszli wolontariusze i poczęstowali wszystkich kanapkami. Wiem, że bułka to nic wielkiego, ale popłakałam się ze wzruszenia.