Mam świadomość, jak głupio musi się czuć Andrzej Duda po kolejnym wkręceniu go przez rosyjskich pranksterów. Już sam fakt, że przebili się przez zabezpieczenia, jakimi powinna być otoczona głowa państwa, jest kompromitujący. Jakby tego było mało, urzędujący prezydent dorzucił jeszcze garść mało finezyjnej angielszczyzny i słowiańską szczerość wobec domniemanego Emmanuela Macrona. Szczęśliwie nie zabrnął w teorie spiskowe i nie zaryzykował takiej interpretacji faktów, jaką suflował mu początkowo w sprawie rakiety Zełenski. Tylko dzięki temu ograniczył skalę strat wizerunkowych, które i tak są gigantyczne.