Reklama

Andrzej Bieńkowski. Trzymałem węża w garści

Odezwały się głosy, że z miasta robimy wiochę, zapraszając wiejskich muzykantów. Radni chcieli gwiazdy z telewizji: pogodynkę i kucharza, byle jak najdalej od muzyki, wsi i od siebie.
Andrzej Bieńkowski. Trzymałem węża w garści

Foto: andrzej bieńkowski

Józek, syn Świrusa, to mroczna postać mojej wsi. Przystojny, inteligentny, totalny destrukt i alkoholik. Po samobójczej śmierci ojca, którą głęboko przeżył, potrafił zniszczyć życie całej rodzinie. Rozpierdziela wszystko, co napotka, nieważne, czy to spotkanie z posłem, zebranie wspólnoty, czy towarzyska rozmowa. Od czasu do czasu pracuje dorywczo, wtedy siedzi pod sklepem tak długo, aż wszystko przepije. Wraca nocą do domu, wrzeszcząc w ciemności: „Hej! Hej!”. Zdarza się, że nie zdoła dojść do domu i sen dopada go tam, gdzie stał: na drodze, na zakręcie. To cud, że jeszcze nikt go nie przejechał. Rano już jest pod sklepem. Zaczepia ludzi, coś gada.

Pozostało jeszcze 96% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama