W mediach zaczęły się pojawiać triumfujące tytuły i artykuły, że tylko Polacy tak pomagają – udowodniliśmy, że jesteśmy najlepsi, nikt inny nie chciał, nie mógł i nie umiałby więcej zrobić dla Ukraińców! Z czasem więcej było tego rodzaju wywodów, a coraz mniej o poszczególnych ludziach, gminach czy organizacjach, które coś konkretnego robiły. Jeszcze mniej informacji było o innych państwach przyjmujących uchodźców. Tak jakby coś ujmowało wspaniałej postawie Polaków, którzy ugościli 3,4 mln uchodźców, czyli prawie 10 proc. ludności Polski – gdyby też napisać, a nawet pochwalić Mołdawię, najbiedniejsze państwo w Europie, które przyjęło prawie 0,5 mln Ukraińców, ale które samo ma tylko 2,5 mln ludności...

Czytaj więcej

Irena Lasota: Rosja jak Dzika bestia

Wojna Rosji z Ukrainą podniosła akcje Polski w świecie, słyszało się tu i ówdzie. Amerykanie teraz zrozumieją, Unia Europejska powinna się pokajać, a Ukraińcy – co przyszło trochę później – powinni nam być dozgonnie wdzięczni. Uczucie niedocenienia wybuchło przy okazji Eurowizji. Jak to? Myśmy im dali tyle punktów, a oni nam nic? Myśmy przyjęli uchodźców, posłaliśmy im czołgi, a oni nam nawet nie mogli dać tych kilka punktów za naszego śpiewaka? Sytuacja zrobiła się tak drażliwa, że różni ukraińscy politycy zaczęli się tłumaczyć, a nawet przepraszać. Co za wstyd! U nich toczy się prawdziwa wojna, a do nich dochodzą informacje, że Polska, Polacy się obrazili. I co? Trzeba ich przeprosić, żeby się nie mścili?

Kolejny numer wycina teraz Lech Wałęsa w Ameryce. Jak donosi „Hartford Courant" z Connecticut, laureat Nobla przyjechał zbierać pieniądze na pomoc ukraińskim uchodźcom w Polsce, bo właśnie Polska jest na pierwszej linii frontu. „Czerwony Krzyż, Americares, Project Hope, Caritas i dziesiątki innych organizacji prowadzą humanitarną pomoc w Polsce i innych krajach – i Instytut Lecha Wałęsy jest pośrednikiem w przekazywaniu pieniędzy" – pisze zachwycony dziennikarz. Oczywiście dla wielu mieszkańców USA – Polonii i nie tylko – Wałęsa jest Polską, a Polska jest Wałęsą. Więc może ktoś by się przyjrzał tej zbiórce i sprawdził na przykład, jaki procent zebranych pieniędzy trafia tam, gdzie powinien...

Oczywiście dla wielu mieszkańców USA – Polonii i nie tylko – Wałęsa jest Polską, a Polska jest Wałęsą. Więc może ktoś by się przyjrzał tej zbiórce i sprawdził na przykład, jaki procent zebranych pieniędzy trafia tam, gdzie powinien...

I trzeci, żenujący przykład: widzę na Facebooku zdjęcie i w pierwszej chwili myślę, że to fotomontaż. Ale widzę też, że prawie 400 osób, z których sporo znam, polubiło, a nawet pokochało to zdjęcie. Pokazuję je znajomej z Polski i pytam, jak ona to interpretuje. Ten na lewo to prezydent Zełenski – mówi – a ten drugi wygląda na bodyguarda, ale żaden bodyguard by tak nie siedział niedbale koło jakiegokolwiek prezydenta. Amerykanka, która nie ma telewizora, nie rozpoznaje Zełenskiego i na moje pytanie o to, który z dwóch panów jest ważniejszy i który jest gospodarzem, wskazuje na tego drugiego. Body language, czyli mowa ciała (i stroju), umie czasem przekazać więcej niż słowa. Drugą osobą, obok Zełenskiego, jest jeden z ważniejszych doradców prezydenta Andrzeja Dudy i chociaż jego intencje – wręczenie prezydentowi Ukrainy książki Hanny Krall „Zdążyć przed Panem Bogiem" po ukraińsku, z dedykacją od autorki – mogą być szlachetne, to coś mi w tym zdjęciu nie gra.

Czytaj więcej

Irena Lasota: Rosjanie są inni

Książka jest wspaniała i bardzo na czasie – w ostatnim dniu rzezi Mariupola – ale prezydent Zełenski może mieć pilniejsze zadania w tym momencie niż pozować do zdjęcia. Czy jakikolwiek polski prezydent, nie mówiąc już o doradcy, zatrzymałby prezydenta Trumpa, Bidena, a nawet Macrona, mówiąc: „jeszcze chwileczkę, jeszcze chcę sobie zrobić z panem zdjęcie do sztambucha"?